Obserwatorzy

niedziela, 4 listopada 2018

[JOLSE] Jolse Box - co to takiego?

 [JOLSE] Jolse Box - co to takiego?

Jolse to internetowy sklep z koreańskimi kosmetykami. Jeśli jeszcze go nie znacie warto się z nim zapoznać ;). Sklep znajduje się w Korei, skąd wysyłane są kosmetyki. Wysyłka jest bezpłatna, a walutą obowiązującą w sklepie są dolary. 
Jakiś czas temu sklep wprowadził do oferty swoje boxy - nie jest to subskrybcja, ale mocno limitowany zestaw kosmetyków w dużo niższej niż regularna cenie. Zawartość jest znana wcześniej, wiemy dokładnie co zamawiamy.
Zakup jest ograniczony ilościowo i czasowo. Boxy pojawiają się o wcześniej zapowiedzianej godzinie i rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

Moje pudełeczko to czwarta edycja "Halloween". Przed ujawnieniem zawartości bałam się, że będzie przepełniona produktami do makijażu. Ale po ujawnieniu zawartości stwierdziłam "Biere". Zobaczcie co mnie kupiło ;)


Pierwszym produktem był najnowszy olejek marki Neogen (Real Cica Micelar Cleansing Oil). Nowa seria zawiera produkty oczyszczające - oprócz olejku piankę i wodę micelarną, które też możemy przetestować dzięki dołączonej próbce.


W boxie znalazła się esencja z kwasami AHA marki Isntree. Jesień to w końcu idealny czas na włączenie kwasowych produktów do pielęgnacji. Markę miałam już okazję poznać - mają naprawdę fajne składy.


Kolejny produkt to pierwszy kontakt z marką Blithe (mam próbkę ich słynnej Splash Mask, ale jeszcze jej nie użyłam ;)).  Ten produkt to Make up Prep. Essence, czyli połączenie esencji i bazy pod makijaż. 


Krem Haruharu Wonder Honey Maqui Berry Anti-Oxidant zapowiada się naprawdę ciekawie. Zawiera 90% naturalnych składników, z których główne to miód i fermentowane jagody maqui. 


W boxie znalazły się też produkty do makijażu, którym poświęcę trochę mniej uwagi :). Są to paleta cieni Chica y Chico, Hope girl super black pen eyeliner oraz miniatura tintu do ust TonyMoly. 

Całość prezentuje się następująco :). Koszt pudełeczka to 40$ (ok. 150 zł), a wartość zawartości to 74$ (280 złotych). Myślę, że zawartość jest naprawdę ciekawa i daje możliwość wypróbowania ciekawych nowości :*

czwartek, 23 sierpnia 2018

Kosmetyki mineralne Lily Lolo - czy naturalny makijaż może olśnić?

Kosmetyki mineralne Lily Lolo - czy naturalny makijaż może olśnić?

Chciałabym dzisiaj opowiedzieć Wam trochę o kosmetykach mineralnych marki Lily Lolo. Pewnie widziałyście już je nieraz na blogach, ale jeśli nie, coś Wam o nich opowiem.  (Na youtube to by było "Tylko u mnie naprawdę szczera opinia" ;)).
Marka Lily Lolo to brytyjska marka kosmetyków. Powstała z miłości do natury, dlatego nie znajdziemy w nim szkodliwych składników takich jak parabeny, nanocząsteczki czy substancje zapachowe i barwniki. Marka rozwija się i wprowadza co raz to nowe produkty.


Pierwszym produktem jest już kultowy podkład mineralny SPF15. Producent obiecuje, że podkład zapewni nam naturalny efekt pięknje i promiennej cery, bez efektu maski. A wszystko to przy użyciu tylko kilku naturalnych składników. Brzmi to trochę jak abstrakcja w dzisiejszych czasach - firmy kosmetyczne przekrzykują się przecież w ilości "cudownych" składników.


Mój podkład to odcień Barely Buff. Jest to jasny podkład w neutralnej tonacji w kierunku żółtych tonów. Nakładam go za pomocą pędzla Kabuki - już pierwsza warstwa pozwala poprawić wygląd cery i "wygasić" zaczerwienienia na mojej buzi. 
Muszę przyznać, że bałam się pudrowej formuły podkładu. Moje obawy budził efekt maski i nadmiernej pudrowości. Formuła jest natomiast bardzo lekka i nic takiego nie występuje. Podkład nałożony na twarzy jest bardzo lekki i efekt nie różni się od "mokrych", teoretycznie lepiej wtapiających się podkładów.
Krycie określiłabym jako średnie - do większych zaczerwienień czy cieni pod oczami potrzebny jest korektor.


Pędzel super kabuki wykonany jest z miękkiego syntetycznego włosia. Nakładam nim podkład mineralny i puder utrwalający.  Jak nakładam podkład? Niewielką ilość podkładu sypię do nakrywki od podkładu, "wcieram" w pędzel, który następnie "odstukuję" nadmiar do wnętrza o blat toaletki. Taka niewielka ilość (jedno sypnięcie) wystarcza mi na całą twarz.  
Moja opinia? Nie wyobrażam sobie innego pędzle do nakładnia sypkich produktów. :)


Jedwabny puder sypki w odcieniu Transulent Silk, należy do grupy pudrów wykańczających makijaż.  Utrwala makijaż, a dzięki cząsteczkom rozpraszającym światło daje efekt rozświetlenia. Nigdy nie przepadałam za pudrem w makijażu - nie mam problemu z trwałością podkładów, za to nie przepadam za "grubymi warstwami" make up'u.  Puder sprawdza się u mnie na większych wyjściach - makijaż utrzymuje się dłużej, a cera wygląda promienniej. Pomimo moich obaw nie obciąża cery, efekt jest lekki i naturalny. 


Kolejnym produktem jest prasowany korektor w odcieniu pistachio. Korektor zakoczył mnie pudrową formułą i formą  przypominającą klasyczne cienie do powiek. Pozwala zmniejszyć widoczność moich naczynek.


Prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator to mój osobisty hit - czyż ten szampański kolor nie jest przepiękny? <3 Na twarzy zapewnia delikatny, naturalny, zdrowy blask, ale przy użyciu większej ilości na pewno pozwoliłby uzyskać efekt tafli. 


Chciałabym Wam przedstawić też kilka krótkich faktów przeplatanych opiniami o kosmetykach mineralnych marki LilyLolo :)

  • Wyłącznym dystrybutorem jest firma Costasy;
  • Podkład występuje w 18(!) odcieniach co pozwala lepiej znaleźć swój idealny odcień (obsługa jest bardzo miła i też pomaga w razie wątpliwości);
  • warto zwrócić uwagę na minimalistyczne, piękne opakowania, które są bardzo dobrze wykonane;
  • Naturalne składniki nie tylko nie zapychają cery, ale też pomagają goić się niedoskonałościom;
  • Oferta produktów jest bardzo szeroka i na pewno sięgnę po więcej kosmetyków marki;
  • Ceny są dość wysokie, ale kosmetyki są naprawde wydajne :)
Jestem ciekawa czy Wy miałyście już okazję poznać kosmetyki marki Lily Lolo, pokochałyście je a może wręcz przeciwnie? 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Hello Asia 3 - spotkanie blogerskie poświęcone azjatyckiej pielęgnacji

Hello Asia 3 - spotkanie blogerskie poświęcone azjatyckiej pielęgnacji

14 lipca 2018 r. po raz trzeci wzięłam udział w spotkaniu dla największych fanów koreańskiej pielęgnacji w Polsce. Jak w poprzednich latach event zorganizowała Patrycja z bloga Interendo.  
W tym roku spotkanie odbyło się w rodzinnym mieście Patrycji - Grudziądzu, w malowiczym spa Yasumi. Spa okazało się prawdziwą perełką - dopracowane do perfekcji, ma nawet uroczy ogródek w stylu japońskim, w którym można się zrelaksować. 



Ale po kolei :). Spotkanie zaczęło się od omówienia 10 kroków pielęgnacji koreańskiej. Patrycja przygotowała dla nas boxy zawierającymi pełne 10 kroków, oznakowanych dla pewności naklejkami z kolejnością. Nie były to przypadkowe produkty - wszystkie sama przetestowała, zna je i lubi. :) W pudełku znalazły się produkty zarówno koreańskie jak i japońskie, a główną sponsorką pudełka była sama Patrycja. 
(Niedługo na jej blogu będzie można wygrać podobny box, więc szybko wbijajcie na Interendo.pl).



Patrycja przygotowała też nam prelekcję na temat zielonej herbaty matcha i jej właściwości. Jest ona nietylko pysznym dodatkiem do deserów, ale też świetnym antyoksydantem, który możemy wykorzystać w kosmetyce. Przygotowaliśmy więc ekspresową maseczkę z aloesu i matchy, do których były specjalne pudełeczka z Hello Kitty.
Dowiedzieliśmy się jak wykonywać masaż twarzy i czego używać do tego. W prezencie dostaliśmy jadeitowe masażery - wałeczek i płytkę (guasha).



Yasumi zaprezentowała na nas swoje dwa zabiegi, nawiązujące do azjatyckiej tradycji piękna. Byłam "egzemplarzem pokazowym" więc mogę opowiedzieć Wam wszystko ze szczegółami. :) 
Przyznam się, że trochę mnie krępowało odsłanianie mojego cellulitu, ale nawet ciasto z wróżbą powiedziało "Zrób to na co od dawna masz ochotę". A ja marzyłam o relaksie w spa :)

"Sentaku" czyli zabieg herbaciany, rozpoczął się od filiżanki herbaty. Druga wylądowała w kąpieli dla moich krzywych stóp. Właściwy zabieg rozpoczął się od herbacianego peelingu, który wygładził skórę i przygotował ją do kolejnych etapów. Maska z 3 rodzajami herbaty działa detoksykująco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie a elektosauna przypominała mi leżenie pod ciepłą kołderką. Po zmyciu maski w moje ciałko został wmasowany nawilżający balsam. Czy zabieg zadziałał? Przyznaję, że z każdym kolejnym etapem moje ciało stawało się coraz gładsze i bardziej nawilżone. Niestety, tak mi się to spodobało, że będę musiała to powtarzać ;).
W tym czasie Ola (Heyitsalexk) miała przeprowadzany zabieg Shido, czyli ryżowe odżywienie. Składał się on z demakijażu, peelingu oraz maski algowej, a użyte produkty bazowały na ryżu.
Yasumi przygotował dla nas miłą niespodziankę - pudełeczka z ich produktami. Dziękujemy :)


Na zakończenie dnia zjedliśmy pyszny obiad w azjatyckim stylu. :)
Dziękuję wszystkich za dobrą zabawę, miło było Was spotkać :)
Szczególnie dziękuję oczywiście Patrycji, że uwzględniła mnie w liście na spotkanie :)
organizatorka Patrycja - Interendo
Inga - Black Liner
Kasia - My skin story
Monika - Candymona
Karolina - Biszkopcik86
Ola - Wroobela


A poniżej wrzucę jeszcze pocztówki z Grudziądza, który zwiedzałam następnego dnia:



piątek, 6 lipca 2018

Japoński peeling w proszku (Kanebo suisai beauty clear powder)

Japoński peeling w proszku (Kanebo suisai beauty clear powder)

Jakiś czas temu dostałam sporą paczkę od Patrycji - Interendo. Całą zawartość możecie zobaczyć na instagramie (zapraszam klik :)). Wśród kosmetyków znalazła się limitowana edycja peelingu Kanebo. 
W opakowaniu znajduje się 32 kapsułki wypełnione proszkiem. Każda z nich wystarcza na jedno użycie. Dodatkowo każda kapsułka w edycji limitowanej ozdobiona jest uroczą "mordeczką" z Disneya. Mamy tu Kopciuszka, Kubusia, Myszkę Miki, Tygryska, Kopciuszka czy Arielkę. Dzięki takiej formie peeling idealnie sprawdzi się w czasie małych i dużych podróży. 


Peeling  ma postać drobnego proszku, który mieszamy z wodą i tak powstałą pastę nakładamy na twarz. W kontakcie ze skórą wytwarza się delikatna pianka, która myje i złuszcza naskórek. Po zmyciu skóra jest gładka i oczyszczona, bez uczucia ściągnięcia czy przesuszenia.  Muszę przyznać, że jestem zachwycona tym peelingiem i z pewnością będę do niego wracać :).  
Jeśli interesuje Was, gdzie można kupić takie cudo to w wersji "standardowej" jest on dostępny m.in. w polskim sklepie z japońskimi kosmetykami Berdever.pl :).



A już za tydzień zlot największych fanów koreańskiej pielęgnacji w Grudziądzu :*

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Pomysły na prezent dla chłopka, męża czy brata

Pomysły na prezent dla chłopka, męża czy brata

Dziś są urodziny mojego Krzysztofa :). Czy Wasi mężczyźni na pytanie co chca na urodziny mówią, że nic? Jakby ktoś zapytał się mnie to przedstawiłabym całą liste, a on mówi, że ma wszystko... Było ciężko znaleźć mu prezent, ale kolejny raz zdecydowałam się na personalizowany prezent :).
Pamiętacie karafkę, którą wybrałam na Dzień Ojca? Tak bardzo mi się spodobała, że chciałam mieć w domu podobną. Tym sposobem K. dostał ode mnie również karafkę. Na karafce są wygrawerowane nasze imiona i data, od kiedy jesteśmy razem. Sama nie moge uwierzyć, że to już cztery lata :) 


W zestawie z karafką znalazły się imienne kieliszki do wina. Musze się Wam przyznać, że włączył mi sie ostatnio "syndrom wicia gniazda" i namiętnie wyposażam mieszkanie. Uznałam, że takie kieliszki idealnie się sprawdzą - są zarówno ładne, jak i praktyczne :).  
Kieliszki i karafka mogą, ale nie muszą być kompletem :). 


Dodatkowo zdecydowałam się na kubek z zabawnym napisem. Krzysztof jest w końcu dumnym "ojcem" naszego kota Wiesława, więc może z dumą pić z niego herbatkę. Sama chętnie ukradłabym go do swojej pracy, by pić w nim kawę ;). 


Więcej ciekawych pomysłów na spersonalizowane prezenty dla chłopka możecie zobaczyć na stronie mygiftdna.pl

Storczykowy krem przeciwzmarszczkowy od Innisfree

Storczykowy krem przeciwzmarszczkowy od Innisfree

Znacie markę Innisfree? To jedna z pierwszych naturalnych, koreańskich marek jaką miałam okazję poznać. Marka pełnymi garściami czerpie z bogactwa wyspy Jeju (jednej z najczystszych prowincji Korei), gdzie znajduje się laboratorium marki połączone ze sklepem firmowym. 
Najsłynniejszą linią marki jest seria z zieloną herbatą, w której bestsellerem jest serum. 
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o kremie z linii fioletowej - Jeju orchid enriched cream - jest to seria przeciwstarzeniowa, w której głównym składnikiem jest orchidea. Wyciąg ze storczyków ma działanie antyoksydacyjne, wygładza zmarszczki, nawilża i redukuje przebarwienia skóry. 




W fioletowym, plastikowym opakowaniu znajdziemy 50 ml produktu.
Krem ma gęstego żelu o kwiatowym zapachu. Po nałożeniu dobrze nawilża i lekko napina cerę. Dobrze się wchłania, zostawiając na skórze lekko lepką warstwę. 
Skład kosmetyku, pomimo wielu ekstraktów roślinnych, nie zachwyca - na początku znajduje się kilka silikonów. Dzięki nim krem może stanowić też dobrą bazę pod makijaż.


środa, 13 czerwca 2018

Najlepsze pomysły na prezent na Dzień Ojca

Najlepsze pomysły na prezent na Dzień Ojca


Jaki jest najlepszy prezent? Według mnie najlepsze prezenty są prosto z serca, zrobione własnoręcznie lub wybrane coś specjalnie dla nas.

Takimi prezentami mogą być personalizowane gadżety. :)
Z okazji zbliżającego się Dnia Ojca (to już 23 czerwca!) postanowiłam wybrać coś specjalnie dla niego na stronie z personalizowanymi prezentami. Taką możliwość dała mi strona www.mygiftdna.pl.



Zdecydowałam się na karafkę z monogramem W i imieniem mojego taty Witold. Karafka jest duża (ma litr pojemności), a grawer prezentuje się naprawdę elegancko. Już widzę jak domowe wino czy nalewki podawane na rodzinnych będą się
w niej elegancko prezentować.  (link)




Niejako do kompletu zdecydowałam się na kieliszki. Są one przeznaczone do wódki, ale myślę że dzięki nieco większej pojemności (40 ml) sprawdzą się też przy nalewkach (tych
z karafki :) ) (link)



Wiem, że mojemu tacie spodoba się prezent - był zachwycony, kiedy na 25 rocznicę ślubu z mamą otrzymali ode mnie skrzyneczkę z akcesoriamii do wina z wygrawerowanym wieczkiem. Z radością i dumą pokazywał otrzymany prezent gościom. 

Wybrane przeze mnie prezenty są dość poważne (lubię praktyczne prezenty ;) , ale na stronie możecie znaleźć wiele wesołych gadżetów - pokażę Wam też kilka innych rzeczy, które wpadły mi w oko - kto wie, może zdecyduję się na nie przy kolejnej okazji.

  • Elegancki zestaw: portfel, brelok i długopis (link)
  • Kubek "Najlepszy tata na świecie" (link)
  • Kufel z podobnym napisem (link)
  • Deska do krojenia dla taty-kucharza (link)
Ze względu na zamówienie dużej ilości szkła bałam się, że coś może uszkodzić się w trakcie transportu, ale przesyłka była dobrze zabezpieczona (w gratisie dostałam roczny zapas folii bąbelkowej - polecam). Na plus zasługuje też ekspresowe wykonanie i wysyłka. Polecam Wam więc zakupy na tej stronie, tymbardziej że Dzień Ojca tuż tuż. :)


niedziela, 10 czerwca 2018

Tonik nawilżający Klairs (szybka recenzja)

Tonik nawilżający Klairs (szybka recenzja)

Dear Klair to koreańska marka, która jest naprawdę godna uwagi. Dziś chciałabym Wam przedstawić Supple preparation facial tonic
Koreańskie toniki różnią się od zachodnioeuropejskich - "nasze" nawet te nawilżające mają w składzie mnóstwo alkoholu i należą do produktów oczyszcających (dezynfekujących :) ). Tymczasem koreańskie tonery są produktami nawilżającymi o wodnistej konsystencji, które przygotowują skórę na kolejne etapy pielęgnacji.


Tonik zapakowany jest w ciemnobrązowe plastikowe opakowanie o pojemności 180 ml. Dzięki żelowo-wodnistej konsystencji jest bardzo wydajny. 

Głównymi składnikami toniku są kwas hialuronowy, beta glukan, ekstrakt z wąkotki azjatyckiej. Nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i koi. Jestem z niego zadowolona i polecam go Wam- nie bez przyczyny jest to laurat kilku tytułów "najlepszy kosmetyk". Marka wprowadziła na rynek młodszego brata o zmienionej formule, który ma być jeszcze lepiej dostosowany do cer wrażliwych i skłonnych do alergii. 

Składniki: Water, Butylene Glycol, Dimethyl Sulfone, Betaine, Caprylic/Capric Triglyceride, Natto Gum, Sodium Hyaluronate, Disodium EDTA, Centella Asiatica Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Chlorphenesin, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Panthenol, Arginine, Luffa Cylindrica Fruit/Leaf/Stem Extract, Beta-Glucan, Althaea Rosea Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hydroxyethylcellulose, Fragrance, Portulaca Oleracea Extract, Lysine HCL, Proline, Sodium Ascorbyl Phosphate, Acetyl Methionine, Theanine, Retinyl Palmitate, Hydrogenated Castor Oil, Copper Tripeptide-1

niedziela, 27 maja 2018

Tangarynkowa maseczka - to brzmi pysznie! (Pureheal's Tangerine Bright Sleeping Mask)

Tangarynkowa maseczka - to brzmi pysznie! (Pureheal's Tangerine Bright Sleeping Mask)




Kiedy zobaczyłam kremową maseczkę na noc o zapachu mandarynki stwierdziłam, że to musi być świetny produkt :). Wyobraziłam sobie, że pachnie cudownie mandarynkowo-owocowo. 

Początkowo dość wysoka cena mnie odstraszyła, ale kiedy zobaczyłam ją na promocji od razu wylądowała w moim koszyku.

W maseczce główne składniki - ekstrakt z mandarynki, adenozyna i niacynamid - mają działanie rozjaśniające i ujędrniające. Towarzyszą im dwa oleje: słonecznikowy i ze słodkich migdałów.


Moim pierwszym rozczarowaniem był zapach - spodziewałam się czegoś słodkiego i świeżego, a niestety maska pachnie olejem; mandarynka nie jest wyczuwalna. 
Maska ma postać kremu, który wchłania się zostawiając lepką warstwę. Ze względu na dużą zawartość olei jest niestety dla mnie zbyt ciężka. Nie mogłam nakładać jej na noc, użyłam jej kilka razy jako maski do zmycia. Skóra była po niej nawilżona i lekko rozjaśniona.
Może u kogoś z suchą cerą sprawdziłaby się lepiej - dla mnie niestety okazała się rozczarowaniem. 

wtorek, 22 maja 2018

I warsztaty blogerskie Beauty by bloggers

I warsztaty blogerskie Beauty by bloggers

Tydzień temu miałam możliwość wziąć udział w warsztatach blogerskich Beauty by bloggers organizowanych przez Anię z bloga "Kolorowy kraj" przy udziale marek Paul Mitchell, Chiodo oraz Paese. To pierwsze tego typu wydarzenie, na którym byłam - muszę przyznać, że dużo się nauczyłam a przy tym była to naprawdę świetna zabawa. Mogłam poznać na żywo osoby, których blogi regularnie czytam. Chętnie wezmę udział w tego typu wydarzeniach w przyszłości :)




Spotkanie rozpoczęło się od warszatatu paznokciowego z marką Chiodo. Poznałam na nim dwie metody malowania wzorków - ombre z palemką (wakacyjny hit od paru sezonów) i akwarelowe kwiatki.




Pod (złym) wpływem warsztatów zdecydowałam się zmienić swoją  lampę do hybryd na mocniejszą i dokupić klika (no dobra kilkanaście) lakierów. Wróciłam na hybrydową stronę mocy :)




Kolejną marką było Paese - dziewczyny prezentowały szybkie triki makijażowe. W skrócie pokazały jak mając 15 sekund i wyłącznie szminkę wykonać pełny makijaż (no prawie :P). Mogłyśmy się też wyżyć artystycznie na facechartach - powiem Wam, że to nie jest takie łatwe jak wygląda :)



Na koniec z marką Paul Mitchell i "fryzjerem gwiazd"  Łukaszem Urbańskim uczyliśmy się szybkich i łatwych fryzur, nie tylko na lato. Potwierdziło się to, o czym dawno wiedziałam - jestem fryzjerskim beztalenciem :P.  Dziewczyny natomiast poodkrywały swoje ukryte talenty i na sali powstało wiele pięknych fryzur, a także kilka włosowych dzieł stworzonych przez mistrza. 

Do domu przywiozłam dużo dobrego humoru, wiele pomysłów i inspiracji ale też kilka upominków, które przedstawiam Wam poniżej:





Copyright © 2016 I love dots , Blogger