Obserwatorzy

środa, 13 czerwca 2018

Najlepsze pomysły na prezent na Dzień Ojca

Najlepsze pomysły na prezent na Dzień Ojca


Jaki jest najlepszy prezent? Według mnie najlepsze prezenty są prosto z serca, zrobione własnoręcznie lub wybrane coś specjalnie dla nas.

Takimi prezentami mogą być personalizowane gadżety. :)
Z okazji zbliżającego się Dnia Ojca (to już 23 czerwca!) postanowiłam wybrać coś specjalnie dla niego na stronie z personalizowanymi prezentami. Taką możliwość dała mi strona www.mygiftdna.pl.



Zdecydowałam się na karafkę z monogramem W i imieniem mojego taty Witold. Karafka jest duża (ma litr pojemności), a grawer prezentuje się naprawdę elegancko. Już widzę jak domowe wino czy nalewki podawane na rodzinnych będą się
w niej elegancko prezentować.  (link)




Niejako do kompletu zdecydowałam się na kieliszki. Są one przeznaczone do wódki, ale myślę że dzięki nieco większej pojemności (40 ml) sprawdzą się też przy nalewkach (tych
z karafki :) ) (link)



Wiem, że mojemu tacie spodoba się prezent - był zachwycony, kiedy na 25 rocznicę ślubu z mamą otrzymali ode mnie skrzyneczkę z akcesoriamii do wina z wygrawerowanym wieczkiem. Z radością i dumą pokazywał otrzymany prezent gościom. 

Wybrane przeze mnie prezenty są dość poważne (lubię praktyczne prezenty ;) , ale na stronie możecie znaleźć wiele wesołych gadżetów - pokażę Wam też kilka innych rzeczy, które wpadły mi w oko - kto wie, może zdecyduję się na nie przy kolejnej okazji.

  • Elegancki zestaw: portfel, brelok i długopis (link)
  • Kubek "Najlepszy tata na świecie" (link)
  • Kufel z podobnym napisem (link)
  • Deska do krojenia dla taty-kucharza (link)
Ze względu na zamówienie dużej ilości szkła bałam się, że coś może uszkodzić się w trakcie transportu, ale przesyłka była dobrze zabezpieczona (w gratisie dostałam roczny zapas folii bąbelkowej - polecam). Na plus zasługuje też ekspresowe wykonanie i wysyłka. Polecam Wam więc zakupy na tej stronie, tymbardziej że Dzień Ojca tuż tuż. :)


niedziela, 10 czerwca 2018

Tonik nawilżający Klairs (szybka recenzja)

Tonik nawilżający Klairs (szybka recenzja)

Dear Klair to koreańska marka, która jest naprawdę godna uwagi. Dziś chciałabym Wam przedstawić Supple preparation facial tonic
Koreańskie toniki różnią się od zachodnioeuropejskich - "nasze" nawet te nawilżające mają w składzie mnóstwo alkoholu i należą do produktów oczyszcających (dezynfekujących :) ). Tymczasem koreańskie tonery są produktami nawilżającymi o wodnistej konsystencji, które przygotowują skórę na kolejne etapy pielęgnacji.


Tonik zapakowany jest w ciemnobrązowe plastikowe opakowanie o pojemności 180 ml. Dzięki żelowo-wodnistej konsystencji jest bardzo wydajny. 

Głównymi składnikami toniku są kwas hialuronowy, beta glukan, ekstrakt z wąkotki azjatyckiej. Nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i koi. Jestem z niego zadowolona i polecam go Wam- nie bez przyczyny jest to laurat kilku tytułów "najlepszy kosmetyk". Marka wprowadziła na rynek młodszego brata o zmienionej formule, który ma być jeszcze lepiej dostosowany do cer wrażliwych i skłonnych do alergii. 

Składniki: Water, Butylene Glycol, Dimethyl Sulfone, Betaine, Caprylic/Capric Triglyceride, Natto Gum, Sodium Hyaluronate, Disodium EDTA, Centella Asiatica Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Chlorphenesin, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Panthenol, Arginine, Luffa Cylindrica Fruit/Leaf/Stem Extract, Beta-Glucan, Althaea Rosea Flower Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hydroxyethylcellulose, Fragrance, Portulaca Oleracea Extract, Lysine HCL, Proline, Sodium Ascorbyl Phosphate, Acetyl Methionine, Theanine, Retinyl Palmitate, Hydrogenated Castor Oil, Copper Tripeptide-1

niedziela, 27 maja 2018

Tangarynkowa maseczka - to brzmi pysznie! (Pureheal's Tangerine Bright Sleeping Mask)

Tangarynkowa maseczka - to brzmi pysznie! (Pureheal's Tangerine Bright Sleeping Mask)




Kiedy zobaczyłam kremową maseczkę na noc o zapachu mandarynki stwierdziłam, że to musi być świetny produkt :). Wyobraziłam sobie, że pachnie cudownie mandarynkowo-owocowo. 

Początkowo dość wysoka cena mnie odstraszyła, ale kiedy zobaczyłam ją na promocji od razu wylądowała w moim koszyku.

W maseczce główne składniki - ekstrakt z mandarynki, adenozyna i niacynamid - mają działanie rozjaśniające i ujędrniające. Towarzyszą im dwa oleje: słonecznikowy i ze słodkich migdałów.


Moim pierwszym rozczarowaniem był zapach - spodziewałam się czegoś słodkiego i świeżego, a niestety maska pachnie olejem; mandarynka nie jest wyczuwalna. 
Maska ma postać kremu, który wchłania się zostawiając lepką warstwę. Ze względu na dużą zawartość olei jest niestety dla mnie zbyt ciężka. Nie mogłam nakładać jej na noc, użyłam jej kilka razy jako maski do zmycia. Skóra była po niej nawilżona i lekko rozjaśniona.
Może u kogoś z suchą cerą sprawdziłaby się lepiej - dla mnie niestety okazała się rozczarowaniem. 

wtorek, 22 maja 2018

I warsztaty blogerskie Beauty by bloggers

I warsztaty blogerskie Beauty by bloggers

Tydzień temu miałam możliwość wziąć udział w warsztatach blogerskich Beauty by bloggers organizowanych przez Anię z bloga "Kolorowy kraj" przy udziale marek Paul Mitchell, Chiodo oraz Paese. To pierwsze tego typu wydarzenie, na którym byłam - muszę przyznać, że dużo się nauczyłam a przy tym była to naprawdę świetna zabawa. Mogłam poznać na żywo osoby, których blogi regularnie czytam. Chętnie wezmę udział w tego typu wydarzeniach w przyszłości :)




Spotkanie rozpoczęło się od warszatatu paznokciowego z marką Chiodo. Poznałam na nim dwie metody malowania wzorków - ombre z palemką (wakacyjny hit od paru sezonów) i akwarelowe kwiatki.




Pod (złym) wpływem warsztatów zdecydowałam się zmienić swoją  lampę do hybryd na mocniejszą i dokupić klika (no dobra kilkanaście) lakierów. Wróciłam na hybrydową stronę mocy :)




Kolejną marką było Paese - dziewczyny prezentowały szybkie triki makijażowe. W skrócie pokazały jak mając 15 sekund i wyłącznie szminkę wykonać pełny makijaż (no prawie :P). Mogłyśmy się też wyżyć artystycznie na facechartach - powiem Wam, że to nie jest takie łatwe jak wygląda :)



Na koniec z marką Paul Mitchell i "fryzjerem gwiazd"  Łukaszem Urbańskim uczyliśmy się szybkich i łatwych fryzur, nie tylko na lato. Potwierdziło się to, o czym dawno wiedziałam - jestem fryzjerskim beztalenciem :P.  Dziewczyny natomiast poodkrywały swoje ukryte talenty i na sali powstało wiele pięknych fryzur, a także kilka włosowych dzieł stworzonych przez mistrza. 

Do domu przywiozłam dużo dobrego humoru, wiele pomysłów i inspiracji ale też kilka upominków, które przedstawiam Wam poniżej:





sobota, 12 maja 2018

Majowy CHILLBOX

Majowy CHILLBOX

"To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem"
Maj zaczął się niewiadomo kiedy, bzy zakwitły a do drzwi zapukał kurier z pudełkiem Chillbox. Czy z Marylą Rodowicz zaśpiewam "Oj głupia Ty"? :) 
Zawartość pudełka Chillbox ma nam zapewnić relax i chill. Razem z nią mamy urządzić sobie małe spa. 
A więc zaczynamy: 


Na początek parzymy sobie herbatkę Yogi Tea - Women's Energy i odpalamy buteleczkę ze światełkami led, która pomoże nam uzyskać relaksujący nastrój. Masz ochotę odpocząć? Od razu sięgnij po książkę (u mnie fantastyka "The witch hunter Łowczyni", ale do wyboru były też inne gatunki) i słodkiego batonika "Dobra kaloria"
A może jednak bierzemy się za intensywne dbanie o urodę i przechodzimy do domowego spa?


Zacznijmy od demakijażu - pomoże w tym olejek hydrofilny Femi. (To produkt, którym marka reklamowała pudełko z możliwością wyboru olejku lub kremu do rąk). Po umyciu twarzy bierzemy prysznic z odżywczym kremo-żelem pod prysznic o zapachu mango. Po odświeżeniu się nakładamy na twarz maseczkę żółtkową, chociaż ja planuję ją wykorzystać na włosy - myślę, że ten skład sprawdzi się do nich idealnie. 


W tym miesięcu Chill przypomniał nam, że czas zacząć sezon sandałkowy. Pogoda nas rozpieszcza więc czas zadbać o stopy. Dlatego do naszego spa dołączamy peeling do stóp i usunięcie zrogowaciałego naskórka pumeksem hammam. Przy okazji nakładamy krem do rąk i bawełniane rękawiczki z pudełka - dłoniom też należy się spa. 

Po całym rytuale spa, kiedy już jesteśmy piękne, możemy cieszyć się książką i herbatką. Jesteście wychillowane?

Muszę przyznać, że nie jestem fanką zabiegów dłoni i stóp, traktuję je raczej jak przykry obowiązek :P. Dlatego też moim wyborem stał się olejek do demakijażu. Niestety w pudełku znalazło się więcej produktów tego typu, więc pudełko nie do końca mnie zachwyciło. A Wam się podoba?

niedziela, 6 maja 2018

Swanicocco - naturalna emulsja nawilżająca

Swanicocco - naturalna emulsja nawilżająca

Wróciłam z Majóweczki i zasiadam do pisania. Ostatnio na blogu wiało pustką. Ku mojemu zaskoczeniu dostałam się na dwa blogowe wydarzenia - mam nadzieję, że spotkam kogoś z Was :).
Swanicoco to koreańska marka kosmetyków naturalnych obecna na rynku od 2005 roku. Przy produkcji sięgają po produkty fermentowane i organiczne składniki roślinne. 
Dziś chciałabym pokazać Wam mój pierwszy produkt tej marki, który trafił do mnie dzięki Patrycji - Interendo i jest to nawilżająca emulsja.


Extra Hydrating Waterfall to lekka emulsja nawadniająco-regenerująca. Baza emulsji opiera się na wyciągu z brunatnicy (algi). Ma poprawiać elastyczność skóry, działać łagodząco i przeciwpodrażeniowo.
Emulsja ma żelowo-kremową, lekką konsystencję. Wchłania się błyskawicznie, nie zostawiając lepkiej warstwy. Zostawia natomiast uczucie nawilżenia i ukojenia podrażnionej skóry. Dla bardzo suchej cery warto stosować ją razem z bogatszym kremem, dla mniej potrzebujących nawilżenia może zastąpić lekki krem. 
Opakowanie - solidne szkło z pompką wraz z minimalistyczną etykietą nawiązuje do wyższej półki cenowej - opakowanie kosztuje ok. 130 złotych a w cenie dostajemy 120 ml produktu.  Pewnie nie kupiłabym jej sama, ale jestem zadowolna, że trafiła do mnie - to naprawdę przyjemny produkt. :)

Skład: Undaria Pinnatifida Extract, Glycerin, Sea Water, Butylene Glycol, Glycereth-26, Mentha Piperita (Peppermint) Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Diheptyl Succinate, Capryloyl Glycerin/Sebacic Acid Copolymer, Octyldodecanol, Nelumbo Nucifera Root Powder, Panax Ginseng Root Extract, Polygonum Multiflorum Root Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Carthamus Tinctorius (Safflower) Flower Extract, Rehmannia Chinensis Root Extract, Poria Cocos Extract, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract, Glycine Max (Soybean) Seed Extract, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Astragalus Membranaceus Root Extract, Citrus Unshiu Peel Extract, Paeonia Suffruticosa Root Extract, Schizandra Chinensis Fruit Extract, Angelica Gigas Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Bletia Hyacinthina Bulb Extract, Trichosanthes Kirilowii Root Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Lycium Chinense Fruit Extract, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Ceteareth-6 Olivate, Hydrogenated Lecithin, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Camellia Japonica Seed Oil, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Panthenol, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Allantoin, Carbomer, Arginine, Xanthan Gum, Hydroxyethylcellulose, Olibanum, Lavandula Hybrida Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil.


sobota, 14 kwietnia 2018

Zastrzyk nawilżenia dla suchej skóry - maseczka The Oozoo

Zastrzyk nawilżenia dla suchej skóry - maseczka The Oozoo

Po długiej przerwie wracam do Was z szybkim i przyjemnym postem o masksheecie. :)
W wiosennej ofercie Sephora postawiła na koreańską pielęgnację - do perfumerii trafiły nowe ciekawe marki i produkty.  Jedną z nich jest marka Oozoo i jej maseczki. 
Muszę przyznać, że jej wygląd robi wrażenie. Utrzymana w błękitno-srebrnej kolorystyce. W zestawie dostajemy płat maski oraz esencję zamkniętą w turkusowej strzykawce, które musimy połączyć przed użyciem. 



"Maseczka do twarzy z mikrofibry zawiera w strzykawce Ceramid w blistrze. Pielęgnacja intensywnie nawilżająca. Specjalnie dla skóry zgaszonej."

Po maseczce nie spodziewałam się dużo - wydawało mi się, że więcej w niej jest "lansu&bajeru" niż treści. Po nałożeniu maseczki moja skóra "piła" ją mocno (brakowało jej nawilżenia), jednak po zdjęciu została na niej lepka warstwa. "Oho" pomyślałam "szału ni ma". Spłukałam twarz... i okazało się, że moja cera była nawilżona, gładziutka i perfekcyjna. Maska naprawdę działa! :) Pomimo mojego sceptycznego nastawienia, muszę przyznać, że działanie jest naprawdę świetne. Myślę, że będę po nią sięgać przed naprawdę dużymi wyjściami - cena nie zachęca do częstego stosowania.  :)

wtorek, 13 marca 2018

Dzień kobiet - życzenia i openbox marcowego Chillboxa

Dzień kobiet - życzenia i openbox marcowego Chillboxa

Parę dni temu obchodziliśmy Dzień Kobiet - chciałabym Wam drogie panie z tej okazji (i nie tylko) coś powiedzieć. Codziennie spotykam Was na swojej drodze i codziennie nie mogę się nadziwić - chociaż współczesny świat stawiam Nam tyle wyzwań i trudności - Wy nie dajecie się mu zaskoczyć. A przy tym wyglądacie zawsze świetnie. Jesteście piękne, zdolne, inteligentne,  pełne ambicji i uroku osobistego. Życzę Wam, żebyście się nie zmieniały - a jak już musicie - to tylko na lepsze :*.

Z okazji święta kobiet i kobiecości trafiło do mnie marcowe pudełko Chillbox. Ideą marki jest F.L.Y. - kochanie siebie przede wszystkim. Celebrowanie relaksu i obchodzenie swojego święta na codzień.
Chillbox to pudełko subskrypcyjne w cenie 79 złotych - zamawiająvc je nie wiemy co do nas trafi.


W pudełku znalazła się część "Relaks" czyli geometryczny kubek oraz muminkowe herbatki. Do poczytania książka z gatunku romans "Tysiące drzewek pomarańczy". 




W strefie kosmetycznej znalazł się olejek avocado z kiwi, który jest najdroższym elementem pudełka. Możemy go wymieszać z białą glinką, a powstałą maseczkę nałożyć pędzelkiem. Mamy też maseczkę w płacie - opcja dla leniwych :). 
Do pielęgnacji ciała mamy dwa produkty - scrub z błotem i solą z Morza Martwego oraz mus do ciała truskawkowy.


Co myślicie o tej edycji Chillboxa? Mi się bardzo podoba, chociaż nad zamówieniem kwietniowej jeszcze się waham - z podpowiedzi wiem, że znajdzie się tam roślinka (sukulent) i krem pod oczy Mokosh. A Wy już zamówiłyscie?się skusiłyście?

niedziela, 4 marca 2018

Krem z lanoliną i jagodami od Kicho, czyli mój zimowy HIT

Krem z lanoliną i jagodami od Kicho, czyli mój zimowy HIT

Chciałabym przedstawić Wam mojego towarzysza ostatnich mrozów - krem marki Kicho. Wspominałam już o nim w poście z koreańskimi ulubieńcami - "Korea Love" a dziś powiem o nim trochę więcej. 
"Zwracamy uwagę na to co jemy a co z naszą skórą? Co jeśli moja cera codziennie ma kontakt z dawką toksyn? Stwórzmy kosmetyki z naturalnym składem, przyjaznym dla skóry. Tak powstało Kicho." Filzofia marki to odpowiednik "Slow  food" dla naszej skóry ("Slow skincare"? :) )  Czy krem "nakarmił" skórę tym co najlepsze? Zaraz się dowiecie :)


Krem zapakowany jest w bardzo solidny kartonik ozdobiony różami. Słoiczek jest również wykonany z solidnego szkła z metalowym wieczkiem. Nie można odmówić mu dopracowania w każdym szczególe.


Głównym składnikiem kremu ma być lanolina. Jest to wydzielina skóry owiec, bardzo podobna w swoim składzie do ludzkiego sebum. Inna jej nazwa to "tłuszczopot" piękna, prawda? :P Pozyskuje się ją poprzez wyczesywanie z wełny. 
W składzie kremu miało się znaleźć również "8 jagód", czyli ekstrakty z: rokitnika, truskawki, jeżyny, żurawiny, jagody, maliny, acai oraz goji. Owoce te są pełne witamin i antyoksydantów. 


Po otwarciu opakowania mamy do czynienia z bardzo gęstym kremem. Wydawał mi sie zbyt gęsty i "bogaty" na lato, dlatego zdecydowałam się odłożyć go na zimę. Kiedy więc mojej cerze zacząło doskwierać przesuszenie spowodowane ogrzewaniem sięgnęłam po ten elegancki słoiczek. Bałam się, że moja cera na tak "ciężki" krem zareaguje zapchaniem, ale nic takiego się nie stało. Krem doskonale ukoił moją zmęczoną i przesuszoną cerę, pozostawił ją nawilżoną i gładką. Po nałożeniu kremu od razu poczułam ukojenie. Krem idealnie sprawdził się u mnie, chociaż zupełnie się tego nie spodziewałam.
Czy ten "ideał" ma jakieś wady? Zawsze się coś znajdzie. ;) Wbrew zapewnieniom producenta w składzie nie mamy czystej natury. Są tam też silikony (sama się dziwię, że moja cera na niego aż takdobrze reaguje, bo z reguły za nimi nie przepada :)). Koreańskie kosmetyki z resztą nie zawsze mają idealny skład, a mimo to działają świetnie.

Skład: Water, Dimethicone, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Lanolin Oil, Beeswax, Cetearyl Alcohol, PEG-7 Dimethicone, Sodium Polystyrene Sulfonate, Sea Water, Hydrolyzed Collagen, Sodium Hyaluronate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, PEG-100 Stearate, CI 19140,Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Zanthoxylum Piperitum Fruit Extract, Pulsatilla Koreana Extract, Usnea Barbata (Lichen) Extract, Ceramide 3, Dipeptide-Diaminobutyroyl Benzylamide Diacetate, Hippophae Rhamnoides Fruit Extract, Vaccinium Angustifolium (Blueberry) Fruit Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Fragaria Chiloensis (Strawberry) Fruit Extract, Rubus Idaeus (Rasberry) Fruit Extract, Morus Nigra Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Lycium Chinense Fruit Extract, Totarol, Decylene Glycol, Ethylhexyl Glycerin, Hexylene Glycol, Butylene Glycol, CI 15985,Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Citrus Medica Vulgaris Peel Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil,Lavandula Angustifolla (Lavender)Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Flower Oil

 Kolejnym minusem jest cena - pomimo sporej objętości (65ml) i ładnego opakowania cena 58$ jest dość wygórowana.  
Do tej pory widziałam markę tylko w jednym polskim sklepie. 

Podsumowując - wbrew nazwy nie ma kichy :P. Zainteresowała Was ta marka, czy jednak nie chciałybyście jej wypróbować? Koniecznie dajcie znać :)


Markę mogłam poznać dzięki "Hello Asia 2" :) Brakuje mi jeszcze słynnej maseczki, którą będę musiała przestestować. :)

niedziela, 18 lutego 2018

Nowości MUR x SophX - paleta cieni i rozświetlaczy

Nowości MUR x SophX - paleta cieni i rozświetlaczy

Witajcie :)
Jak Wam mija weekend? Mam nadzieję, że zrelaksowałyście się i odpoczęłyście, bo jutro niestety poniedziałek. Ale zanim do nastąpi zapraszam na kawę do mnie :) Filiżanki w dłoń - poplotkujemy sobie o nowych paletach Make Up Revolution.  


Nowe palety MUR powstały w wyniku współpracy z vlogerką SophDoesNails. Nie będę ukrywać, że nie jestem obeznana z youtubem - dla mnie to pierwsze spotkanie z Soph. :)

Opakowania utrzymane są w nudziakowej, matowej tonacji - kojarzą mi się z opakowaniami kosmetyków Kim Kardashian czy nowej kolekcji Gigi Hadid dla Maybelline. 




Paleta rozświetlaczy
W opakowaniu mamy osiem rozświetlaczy: bardzo jasny opalizujący na srebrno-zielony odcień, różowy, fioletowy i pięć złotych odcieni - od bardzo jasnego do złotobrązowego. Kolory można ze soba mieszać i stworzyć odcień idealny dla siebie. :)
Cena paletki to ok. 40zł.






Paleta cieni
Miałam ochotę zaszaleć i sprawić sobie coś bardziej kolorowego (w moich cieniach królują brązy) - zdecydowałam się na tę paletkę.  
Możemy wybierać spośród 24 cieni: matów  - w odcieniach brązu i różu oraz cieni błyszczących# ( w bardziej "szalonych odcieniach.  
Swatche: 




Dwie pierwsze kolumny: delikatne Penguin i Pancakes, złotka Grow Old# i Sparks Fly#, róże i oranże: Cloudberry, Pumpkin, Stawberry Sweets, Festive Flame#




Środkowe kolumny:

delikatne Fairy Light# i Pink Champagne#, intensywne Smokey Bronze#, Mixed Berries#, Pine Tree#, Petrol#, Copper Coin# i matowy brąz Mug Cake



Ostatnie dwie kolumny  to maty: Iced Cffee, Cuppa Tea, Tiramisu, Peaches, Pug, Danger, Rosewood, Nightmare.


Dzięki paletce możemy wyczarować zarówno dzienne makijaże, coś bardziej kolorowego czy wieczorowego. Jakość cieni jest napradę dobra za stosunkowo niewielką cenę (ok. 50zł za 24 cieni).



Czy zadowolona ze swojego zakupu? Bardzo :) Zastanawiałam się nad zakupem czegoś z wyższej półki, ale zdecydowałam się na kilka sztuk palet MUR i nie żałuję. Palety są świetnej jakości a cena jest naprawdę przystępna. Też Wam się podobają?



środa, 14 lutego 2018

Inveo - henna i wypełniacz do brwi

Inveo - henna i wypełniacz do brwi


Chciałabym dziś Wam opowiedzieć o dwóch produktach marki Inveo - hennie i wypełniaczu do brwi marki Inveo. Produty dostałam do testów dzięki portalowi Only -You i byłam bardzo ciekawa jak się u mnie sprawdzą :).


Ultra delikatna henna do brwi w kremie
"Unikalna, nowoczesna, bardzo łatwa do stosowania w warunkach domowych. Odpowiednia dla każdego, w tym dla osób o skórze wrażliwej i wrażliwym aparacie ochronnym oka. Wyjątkowo łagodna dla włosów brwi a jednocześnie skuteczna, dająca intensywne i trwałe zabarwienie. Wzbogacona pielęgnującym olejkiem arganowym. Nie wymaga utlenienia przez co jest znacznie łagodniejsza dla skóry od typowych preparatów z utleniaczem. Lekka kremowa konsystencja ułatwia aplikację".


Henna jest wygodna w użyciu - mamy tu aplikator z gąbaczką. Nie musimy nic mieszać wystaczy nałożyć ją na brwi i czekać. Po max. 10 minutach mamy się cieszyć pięknymi brwiami - czy teoria pokrywa się z rzeczywistością?
Po zmyciu kosmetyku brwi są delikatnie podkreślone i przyciemnione. Efekt nie jest mocny - krzywdy nim sobie nie zrobimy, ale można go uznać za niewystarczający :(


Wypełniacz do brwi w kremie
"Unikalny kosmetyk nowej generacji do stylizacji brwi. Pozwala na łatwą i szybką korektę brwi. Pomaga nadać pożądany kształt i ułatwić perfekcyjne, długotrwałe wykończenie makijażu. Zapewnia optyczną regulację brwi a jednocześnie ich przyciemnienie i nabłyszczenie(...)".


Producent zapewnia nam perfekycjne brwi po użyciu tego kosmetyku. Niestety nie jestem z niego zadowolona. Ciężko uzyskać nim delikatny efekt - produktu nakłada się za dużo, brwi są nim obciążone i sklejone. Dopiero po usunięciu nadmiaru produktu mogę uzyskać delikatniejszy efekt, z którego jestem zadowolona.

Kosmetyki Inveo niestety nie podbiły mojego serduszka (mamy tu więc bardziej Popielec niż Walentynki :P). A Wy miałyście już nimi styczność?


Copyright © 2016 I love dots , Blogger