Obserwatorzy

sobota, 19 października 2019

Vichy Mineral 89 Booster

Vichy Mineral 89 Booster

Dzisiaj chciałabym pogadać z Wami o Boosterze nawilżającym od Vichy z serii Mineral89. Kosmetyk otrzymałam do testowania w ramach akcji z Streetcom, ale możecie liczyć na moją szczerą opinię ;)
Zacznijmy od tego czym ma być taki booster - to kosmetyk wyspecjalizowany we wzmacnianiu warstwy rogowej naskórka. Jest to najbardziej zewnętrzna warstwa skóry, które pełni funkcję ochronną. Podsumowując "booster" to serum, które dodatkowo poprawia funkcjonowanie naszej skóry pod kątem jej wzmocnienia.
Serum Vichy opiera się na wodzie termalnej. Wodę termalną Vichy możemy też spotkać jako oddzielny produkt, jakiś czas temu w świecie kosmetyków panowała moda na wody termalne, teraz to ucichło, ale są one wciąż dostępne na rynku. Zawierają one minerały, które mają pozytywnie odziaływać na skórę.
Drugim składnikiem aktywnym serum jest kwas hialuronowy o działaniu nawilżającym. W składzie nie znajduje się alkohol, substancje zapachowe czy oleje mineralne. Producent deklaruje jego hipoalergiczność.



Serum ma żelową konsystencję, wchłania się naprawdę szybko, nie pozostawiając tłustej warstwy. Nawilża całkiem nieźle, w mojej skali 8/10. Dla posiadaczek suchej skóry mogłoby jednak być za słaby, w wieczornej pielęgnacji również łączę go z czymś treściwszym. Nie wpływa negatywnie na makijaż, wpisuje się też w etapy azjatyckiej pielęgnacji.  Podsumowując jest to całkiem przyjemne serum, ale jestem bardzo ciekawa czy Wam też wpadłow oko :)

wtorek, 17 września 2019

Były sobie świnki trzy... Elizavecca

Były sobie świnki trzy... Elizavecca

Tak naprawdę to jedna świnka - gwiazda i "ryjek" koreańskiej marki Elizavecca. Występuje ona prawie na wszystkich kosmetykach marki, w różnych wydaniach. Najsłynniejszymi produktami, które "reklamuje" są kolagenowy krem i bąbelkująca maska do twarzy, o której mogliście już czytać kiedyś TU. Ale dzisiaj o czymś innym :).


Z kremami pod oczy tak mam, że chcę z nich korzystać, powinnam (spore cienie pod oczami), kupuję a potem tak leżą i sięgam po nie od czasu do czasu. Aż znowu przypomnę sobie że powinnam.
Kremik od Elizavecca ze świnką w pajęczynie(?)/maseczce w wersji luksusowej - ze złotem i wyciągiem z gniazd jaskółczych. Ten dość ekstrawagancki dla nas składnik, jest podobno bardzo bardzo bogaty w składniki odżywcze oraz działa przeciwzmarszczkowo.
Sam kremik ma dość lekką konsystencją i nienachalny zapach. Jego działanie określiłabym jako dobrze nawilżające, działania przeciwzmarszczkowego oraz rozjaśniającego nie zauważyłam, zwłaszcza przy moim nieregularnym stosowaniu.


Serum z tej samej serii ozdobione jest świnką, która ma na głowie gniazdo z ptaszkiem. To oczywiście nawiązanie do głównego składnika - wyciągu z gniazd jaskółczych. Oprócz niego w składzie znajduje się też EGF, czyli epidermalny czynnik wzrostu (naturalnie występująca w organizmie substancja odpowiadająca m.in. za gojenie naskórka, w kosmetykach wykorzystywana jest substancja pozyskiwana dzięki roślinom, na podstawie genomu ludziego EGF).


Serum z "piekielną" świnką czarownicą dedykowane jest do cer z rozszerzonymi porami, a jego głównym składnikiem jest kwas hialuronowy. Oprócz niego można tam znaleźć niacynamid, adenozynę, alantoinę, argininę.
Na uwagę zasługuje odmienne podejście do pielęgnacji - zwróććie uwagę, że na rozszerzone pory działamy nawilżeniem, a nie jak częto w europejskim stylu przesuszeniem. Należy pamiętać, że cera która ma rozszerzone pory i nadmiernie produkuje sebum to często cera przesuszona, która tak reaguje na brak nawilżenia i przesuszając ją (np. kosmetykami z alkoholem) tylko chwilowo tuszujemy problem i wpadamy w błędne koło. 
Serum oczywiście dzięki takiemu doborowi składników nadaje się do każdego rodzaju cery.

Oba rodzaje serum mają lekką, żelową konsystencję i ładnie nawilżają cerę. Używanie ich pozytywnie wpłynęło na moją cerę, jednakże nie widzę zbyt dużej różnicy między nimi. Nie są to "mocarze", które prasują zmarszczki i wygładzają pory po jednym użyciu, jednak  całkiem przyjemne nawilżacze, z niższej półki cenowej - zamawiając prostoz Korei możemy je mieć za niewiele ponad 30 zł, kupując w Polsce będziemy musieli zapłacić w okolicach 50 złotych (ale będziemy mieć je szybciej w swoich łapkach :)).


niedziela, 28 kwietnia 2019

Bielenda - Fresh juice esencja nawilżająca

Bielenda - Fresh juice esencja nawilżająca

Azjatycka pielęgnacja święci triumfy na naszym rynku od kilku już lat. Nic dziwnego, że nasze rodzime marki inspirują się i prześcigują się we wprowadzaniu "azjatyckopodobnych" produktów. Jedną z takich marek z pewnością jest Bielnda, która w ostatnim czasie wręcz zasypuje nas nowościami.

Przyznaję się bez bicia - jestem sceptycznie nastawiona na takie nowości. Zazwyczaj sprawdzam skład i kiedy widzę składniki, których moja cera nie lubi (silikony, oleje, parafinę) produkt wraca na półkę. Tym razem jednak produkt trafił do mojego koszyka. :)


Seria "Fresh juice" zawiera w swoim składzie wodę cytusową i soki owocowe z ananasa, limonki i pomarańczy. W linii znajdują się płyn micelarny, żel do mycia twarzy i hydroesencję.
Zdecydowałam się na hydroesencję pomarańczową, bo najlepiej wcelowała się w moją pielęgnację. 
Według producenta znalazła się w nim woda cytrusowa i sok z pomarańczy, a ze składników czynnych kwas hialuronowy i niacynamid. 
Esencja ma konsystencję płynnego żelu i przepięknie pachnie delikatną pomarańczą. Nałożona na twarz byskawicznie się wchłania, nie zostawia lepkiej warstwy. Delikatnie nawilża, jednak niewystarczająco aby stosować ją jako samodzielny produkt. Idealnie wpisuje się natomiast w koreańską pielęgnację, gdzie jako lekki "podkład" przygotowuje skórę do dalszych, bardziej treściwych produktów. Tak więc polecam ją jako jeden z etapów pielęgnacji. :) 
Cena: 20-30zł za 110 ml
Skład: Water, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Niacinamide, Panthenol, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis, Lactobionic Acid, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Polysorbate20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Fragrance, Limonene, Linalool

niedziela, 27 stycznia 2019

Magiczna moc smoczej krwi - Rapan beauty

Magiczna moc smoczej krwi - Rapan beauty

Smocza krew nie kojarzy się z kosmetykami, raczej z książkami fantasy. Tymczasem możemy znaleźć ten tajemniczy składnik w kosmetykach marki Rapan - przy produkcji nie ucierpiał jednak żaden smok a kosmetyk jest w 100% wegański. Jak to? Smocza krew to nazwa żywicy drzewa Croton Lechleri. Jej lecznicze właściwości wykorzystywali już Indianie Ameryki Południowej. 
W składzie maseczki znajduje się też niebieska glinka syberyjska, olej ze słodkich migdałów i ekstrakt z cytryn Yuzu. Dzięki połączeniu tych składników maseczka ma działanie oczyszczające, rozjaśniające, nawilżające. Zapowiada się ciekawie, prawda? :)


Sama maseczka nie wygląda może zbyt zachęcająco. Wygląd i zapach błotka nie zachwyca. Przy nakładaniu na twarz wyczuwalne są peelingujące drobinki. Łącząc je z delikatnym masażem wspomagamy usuwanie martwego naskórka.
Po spłukaniu maski buzia jest oczyszczona, gładka i lekko napięta (pozytywnie). Bardzo podoba mi się ten efekt i z pewnością będę do niego wracać. Magiczne działanie smoczej krwi z pewnością się u mnie sprawdziło ;).


Tą recenzją chciałam sprawdzić, czy dam radę wrócić po dłuższej przerwie do blogowania. Dajcie znać czy tu jeszcze od czasu do czasu zaglądacie ;). 

niedziela, 4 listopada 2018

[JOLSE] Jolse Box - co to takiego?

 [JOLSE] Jolse Box - co to takiego?

Jolse to internetowy sklep z koreańskimi kosmetykami. Jeśli jeszcze go nie znacie warto się z nim zapoznać ;). Sklep znajduje się w Korei, skąd wysyłane są kosmetyki. Wysyłka jest bezpłatna, a walutą obowiązującą w sklepie są dolary. 
Jakiś czas temu sklep wprowadził do oferty swoje boxy - nie jest to subskrybcja, ale mocno limitowany zestaw kosmetyków w dużo niższej niż regularna cenie. Zawartość jest znana wcześniej, wiemy dokładnie co zamawiamy.
Zakup jest ograniczony ilościowo i czasowo. Boxy pojawiają się o wcześniej zapowiedzianej godzinie i rozchodzą się jak ciepłe bułeczki.

Moje pudełeczko to czwarta edycja "Halloween". Przed ujawnieniem zawartości bałam się, że będzie przepełniona produktami do makijażu. Ale po ujawnieniu zawartości stwierdziłam "Biere". Zobaczcie co mnie kupiło ;)


Pierwszym produktem był najnowszy olejek marki Neogen (Real Cica Micelar Cleansing Oil). Nowa seria zawiera produkty oczyszczające - oprócz olejku piankę i wodę micelarną, które też możemy przetestować dzięki dołączonej próbce.


W boxie znalazła się esencja z kwasami AHA marki Isntree. Jesień to w końcu idealny czas na włączenie kwasowych produktów do pielęgnacji. Markę miałam już okazję poznać - mają naprawdę fajne składy.


Kolejny produkt to pierwszy kontakt z marką Blithe (mam próbkę ich słynnej Splash Mask, ale jeszcze jej nie użyłam ;)).  Ten produkt to Make up Prep. Essence, czyli połączenie esencji i bazy pod makijaż. 


Krem Haruharu Wonder Honey Maqui Berry Anti-Oxidant zapowiada się naprawdę ciekawie. Zawiera 90% naturalnych składników, z których główne to miód i fermentowane jagody maqui. 


W boxie znalazły się też produkty do makijażu, którym poświęcę trochę mniej uwagi :). Są to paleta cieni Chica y Chico, Hope girl super black pen eyeliner oraz miniatura tintu do ust TonyMoly. 

Całość prezentuje się następująco :). Koszt pudełeczka to 40$ (ok. 150 zł), a wartość zawartości to 74$ (280 złotych). Myślę, że zawartość jest naprawdę ciekawa i daje możliwość wypróbowania ciekawych nowości :*

czwartek, 23 sierpnia 2018

Kosmetyki mineralne Lily Lolo - czy naturalny makijaż może olśnić?

Kosmetyki mineralne Lily Lolo - czy naturalny makijaż może olśnić?

Chciałabym dzisiaj opowiedzieć Wam trochę o kosmetykach mineralnych marki Lily Lolo. Pewnie widziałyście już je nieraz na blogach, ale jeśli nie, coś Wam o nich opowiem.  (Na youtube to by było "Tylko u mnie naprawdę szczera opinia" ;)).
Marka Lily Lolo to brytyjska marka kosmetyków. Powstała z miłości do natury, dlatego nie znajdziemy w nim szkodliwych składników takich jak parabeny, nanocząsteczki czy substancje zapachowe i barwniki. Marka rozwija się i wprowadza co raz to nowe produkty.


Pierwszym produktem jest już kultowy podkład mineralny SPF15. Producent obiecuje, że podkład zapewni nam naturalny efekt pięknje i promiennej cery, bez efektu maski. A wszystko to przy użyciu tylko kilku naturalnych składników. Brzmi to trochę jak abstrakcja w dzisiejszych czasach - firmy kosmetyczne przekrzykują się przecież w ilości "cudownych" składników.


Mój podkład to odcień Barely Buff. Jest to jasny podkład w neutralnej tonacji w kierunku żółtych tonów. Nakładam go za pomocą pędzla Kabuki - już pierwsza warstwa pozwala poprawić wygląd cery i "wygasić" zaczerwienienia na mojej buzi. 
Muszę przyznać, że bałam się pudrowej formuły podkładu. Moje obawy budził efekt maski i nadmiernej pudrowości. Formuła jest natomiast bardzo lekka i nic takiego nie występuje. Podkład nałożony na twarzy jest bardzo lekki i efekt nie różni się od "mokrych", teoretycznie lepiej wtapiających się podkładów.
Krycie określiłabym jako średnie - do większych zaczerwienień czy cieni pod oczami potrzebny jest korektor.


Pędzel super kabuki wykonany jest z miękkiego syntetycznego włosia. Nakładam nim podkład mineralny i puder utrwalający.  Jak nakładam podkład? Niewielką ilość podkładu sypię do nakrywki od podkładu, "wcieram" w pędzel, który następnie "odstukuję" nadmiar do wnętrza o blat toaletki. Taka niewielka ilość (jedno sypnięcie) wystarcza mi na całą twarz.  
Moja opinia? Nie wyobrażam sobie innego pędzle do nakładnia sypkich produktów. :)


Jedwabny puder sypki w odcieniu Transulent Silk, należy do grupy pudrów wykańczających makijaż.  Utrwala makijaż, a dzięki cząsteczkom rozpraszającym światło daje efekt rozświetlenia. Nigdy nie przepadałam za pudrem w makijażu - nie mam problemu z trwałością podkładów, za to nie przepadam za "grubymi warstwami" make up'u.  Puder sprawdza się u mnie na większych wyjściach - makijaż utrzymuje się dłużej, a cera wygląda promienniej. Pomimo moich obaw nie obciąża cery, efekt jest lekki i naturalny. 


Kolejnym produktem jest prasowany korektor w odcieniu pistachio. Korektor zakoczył mnie pudrową formułą i formą  przypominającą klasyczne cienie do powiek. Pozwala zmniejszyć widoczność moich naczynek.


Prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator to mój osobisty hit - czyż ten szampański kolor nie jest przepiękny? <3 Na twarzy zapewnia delikatny, naturalny, zdrowy blask, ale przy użyciu większej ilości na pewno pozwoliłby uzyskać efekt tafli. 


Chciałabym Wam przedstawić też kilka krótkich faktów przeplatanych opiniami o kosmetykach mineralnych marki LilyLolo :)

  • Wyłącznym dystrybutorem jest firma Costasy;
  • Podkład występuje w 18(!) odcieniach co pozwala lepiej znaleźć swój idealny odcień (obsługa jest bardzo miła i też pomaga w razie wątpliwości);
  • warto zwrócić uwagę na minimalistyczne, piękne opakowania, które są bardzo dobrze wykonane;
  • Naturalne składniki nie tylko nie zapychają cery, ale też pomagają goić się niedoskonałościom;
  • Oferta produktów jest bardzo szeroka i na pewno sięgnę po więcej kosmetyków marki;
  • Ceny są dość wysokie, ale kosmetyki są naprawde wydajne :)
Jestem ciekawa czy Wy miałyście już okazję poznać kosmetyki marki Lily Lolo, pokochałyście je a może wręcz przeciwnie? 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Hello Asia 3 - spotkanie blogerskie poświęcone azjatyckiej pielęgnacji

Hello Asia 3 - spotkanie blogerskie poświęcone azjatyckiej pielęgnacji

14 lipca 2018 r. po raz trzeci wzięłam udział w spotkaniu dla największych fanów koreańskiej pielęgnacji w Polsce. Jak w poprzednich latach event zorganizowała Patrycja z bloga Interendo.  
W tym roku spotkanie odbyło się w rodzinnym mieście Patrycji - Grudziądzu, w malowiczym spa Yasumi. Spa okazało się prawdziwą perełką - dopracowane do perfekcji, ma nawet uroczy ogródek w stylu japońskim, w którym można się zrelaksować. 



Ale po kolei :). Spotkanie zaczęło się od omówienia 10 kroków pielęgnacji koreańskiej. Patrycja przygotowała dla nas boxy zawierającymi pełne 10 kroków, oznakowanych dla pewności naklejkami z kolejnością. Nie były to przypadkowe produkty - wszystkie sama przetestowała, zna je i lubi. :) W pudełku znalazły się produkty zarówno koreańskie jak i japońskie, a główną sponsorką pudełka była sama Patrycja. 
(Niedługo na jej blogu będzie można wygrać podobny box, więc szybko wbijajcie na Interendo.pl).



Patrycja przygotowała też nam prelekcję na temat zielonej herbaty matcha i jej właściwości. Jest ona nietylko pysznym dodatkiem do deserów, ale też świetnym antyoksydantem, który możemy wykorzystać w kosmetyce. Przygotowaliśmy więc ekspresową maseczkę z aloesu i matchy, do których były specjalne pudełeczka z Hello Kitty.
Dowiedzieliśmy się jak wykonywać masaż twarzy i czego używać do tego. W prezencie dostaliśmy jadeitowe masażery - wałeczek i płytkę (guasha).



Yasumi zaprezentowała na nas swoje dwa zabiegi, nawiązujące do azjatyckiej tradycji piękna. Byłam "egzemplarzem pokazowym" więc mogę opowiedzieć Wam wszystko ze szczegółami. :) 
Przyznam się, że trochę mnie krępowało odsłanianie mojego cellulitu, ale nawet ciasto z wróżbą powiedziało "Zrób to na co od dawna masz ochotę". A ja marzyłam o relaksie w spa :)

"Sentaku" czyli zabieg herbaciany, rozpoczął się od filiżanki herbaty. Druga wylądowała w kąpieli dla moich krzywych stóp. Właściwy zabieg rozpoczął się od herbacianego peelingu, który wygładził skórę i przygotował ją do kolejnych etapów. Maska z 3 rodzajami herbaty działa detoksykująco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie a elektosauna przypominała mi leżenie pod ciepłą kołderką. Po zmyciu maski w moje ciałko został wmasowany nawilżający balsam. Czy zabieg zadziałał? Przyznaję, że z każdym kolejnym etapem moje ciało stawało się coraz gładsze i bardziej nawilżone. Niestety, tak mi się to spodobało, że będę musiała to powtarzać ;).
W tym czasie Ola (Heyitsalexk) miała przeprowadzany zabieg Shido, czyli ryżowe odżywienie. Składał się on z demakijażu, peelingu oraz maski algowej, a użyte produkty bazowały na ryżu.
Yasumi przygotował dla nas miłą niespodziankę - pudełeczka z ich produktami. Dziękujemy :)


Na zakończenie dnia zjedliśmy pyszny obiad w azjatyckim stylu. :)
Dziękuję wszystkich za dobrą zabawę, miło było Was spotkać :)
Szczególnie dziękuję oczywiście Patrycji, że uwzględniła mnie w liście na spotkanie :)
organizatorka Patrycja - Interendo
Inga - Black Liner
Kasia - My skin story
Monika - Candymona
Karolina - Biszkopcik86
Ola - Wroobela


A poniżej wrzucę jeszcze pocztówki z Grudziądza, który zwiedzałam następnego dnia:



piątek, 6 lipca 2018

Japoński peeling w proszku (Kanebo suisai beauty clear powder)

Japoński peeling w proszku (Kanebo suisai beauty clear powder)

Jakiś czas temu dostałam sporą paczkę od Patrycji - Interendo. Całą zawartość możecie zobaczyć na instagramie (zapraszam klik :)). Wśród kosmetyków znalazła się limitowana edycja peelingu Kanebo. 
W opakowaniu znajduje się 32 kapsułki wypełnione proszkiem. Każda z nich wystarcza na jedno użycie. Dodatkowo każda kapsułka w edycji limitowanej ozdobiona jest uroczą "mordeczką" z Disneya. Mamy tu Kopciuszka, Kubusia, Myszkę Miki, Tygryska, Kopciuszka czy Arielkę. Dzięki takiej formie peeling idealnie sprawdzi się w czasie małych i dużych podróży. 


Peeling  ma postać drobnego proszku, który mieszamy z wodą i tak powstałą pastę nakładamy na twarz. W kontakcie ze skórą wytwarza się delikatna pianka, która myje i złuszcza naskórek. Po zmyciu skóra jest gładka i oczyszczona, bez uczucia ściągnięcia czy przesuszenia.  Muszę przyznać, że jestem zachwycona tym peelingiem i z pewnością będę do niego wracać :).  
Jeśli interesuje Was, gdzie można kupić takie cudo to w wersji "standardowej" jest on dostępny m.in. w polskim sklepie z japońskimi kosmetykami Berdever.pl :).



A już za tydzień zlot największych fanów koreańskiej pielęgnacji w Grudziądzu :*

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Pomysły na prezent dla chłopka, męża czy brata

Pomysły na prezent dla chłopka, męża czy brata

Dziś są urodziny mojego Krzysztofa :). Czy Wasi mężczyźni na pytanie co chca na urodziny mówią, że nic? Jakby ktoś zapytał się mnie to przedstawiłabym całą liste, a on mówi, że ma wszystko... Było ciężko znaleźć mu prezent, ale kolejny raz zdecydowałam się na personalizowany prezent :).
Pamiętacie karafkę, którą wybrałam na Dzień Ojca? Tak bardzo mi się spodobała, że chciałam mieć w domu podobną. Tym sposobem K. dostał ode mnie również karafkę. Na karafce są wygrawerowane nasze imiona i data, od kiedy jesteśmy razem. Sama nie moge uwierzyć, że to już cztery lata :) 


W zestawie z karafką znalazły się imienne kieliszki do wina. Musze się Wam przyznać, że włączył mi sie ostatnio "syndrom wicia gniazda" i namiętnie wyposażam mieszkanie. Uznałam, że takie kieliszki idealnie się sprawdzą - są zarówno ładne, jak i praktyczne :).  
Kieliszki i karafka mogą, ale nie muszą być kompletem :). 


Dodatkowo zdecydowałam się na kubek z zabawnym napisem. Krzysztof jest w końcu dumnym "ojcem" naszego kota Wiesława, więc może z dumą pić z niego herbatkę. Sama chętnie ukradłabym go do swojej pracy, by pić w nim kawę ;). 


Więcej ciekawych pomysłów na spersonalizowane prezenty dla chłopka możecie zobaczyć na stronie mygiftdna.pl

Storczykowy krem przeciwzmarszczkowy od Innisfree

Storczykowy krem przeciwzmarszczkowy od Innisfree

Znacie markę Innisfree? To jedna z pierwszych naturalnych, koreańskich marek jaką miałam okazję poznać. Marka pełnymi garściami czerpie z bogactwa wyspy Jeju (jednej z najczystszych prowincji Korei), gdzie znajduje się laboratorium marki połączone ze sklepem firmowym. 
Najsłynniejszą linią marki jest seria z zieloną herbatą, w której bestsellerem jest serum. 
Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o kremie z linii fioletowej - Jeju orchid enriched cream - jest to seria przeciwstarzeniowa, w której głównym składnikiem jest orchidea. Wyciąg ze storczyków ma działanie antyoksydacyjne, wygładza zmarszczki, nawilża i redukuje przebarwienia skóry. 




W fioletowym, plastikowym opakowaniu znajdziemy 50 ml produktu.
Krem ma gęstego żelu o kwiatowym zapachu. Po nałożeniu dobrze nawilża i lekko napina cerę. Dobrze się wchłania, zostawiając na skórze lekko lepką warstwę. 
Skład kosmetyku, pomimo wielu ekstraktów roślinnych, nie zachwyca - na początku znajduje się kilka silikonów. Dzięki nim krem może stanowić też dobrą bazę pod makijaż.


środa, 13 czerwca 2018

Najlepsze pomysły na prezent na Dzień Ojca

Najlepsze pomysły na prezent na Dzień Ojca


Jaki jest najlepszy prezent? Według mnie najlepsze prezenty są prosto z serca, zrobione własnoręcznie lub wybrane coś specjalnie dla nas.

Takimi prezentami mogą być personalizowane gadżety. :)
Z okazji zbliżającego się Dnia Ojca (to już 23 czerwca!) postanowiłam wybrać coś specjalnie dla niego na stronie z personalizowanymi prezentami. Taką możliwość dała mi strona www.mygiftdna.pl.



Zdecydowałam się na karafkę z monogramem W i imieniem mojego taty Witold. Karafka jest duża (ma litr pojemności), a grawer prezentuje się naprawdę elegancko. Już widzę jak domowe wino czy nalewki podawane na rodzinnych będą się
w niej elegancko prezentować.  (link)




Niejako do kompletu zdecydowałam się na kieliszki. Są one przeznaczone do wódki, ale myślę że dzięki nieco większej pojemności (40 ml) sprawdzą się też przy nalewkach (tych
z karafki :) ) (link)



Wiem, że mojemu tacie spodoba się prezent - był zachwycony, kiedy na 25 rocznicę ślubu z mamą otrzymali ode mnie skrzyneczkę z akcesoriamii do wina z wygrawerowanym wieczkiem. Z radością i dumą pokazywał otrzymany prezent gościom. 

Wybrane przeze mnie prezenty są dość poważne (lubię praktyczne prezenty ;) , ale na stronie możecie znaleźć wiele wesołych gadżetów - pokażę Wam też kilka innych rzeczy, które wpadły mi w oko - kto wie, może zdecyduję się na nie przy kolejnej okazji.

  • Elegancki zestaw: portfel, brelok i długopis (link)
  • Kubek "Najlepszy tata na świecie" (link)
  • Kufel z podobnym napisem (link)
  • Deska do krojenia dla taty-kucharza (link)
Ze względu na zamówienie dużej ilości szkła bałam się, że coś może uszkodzić się w trakcie transportu, ale przesyłka była dobrze zabezpieczona (w gratisie dostałam roczny zapas folii bąbelkowej - polecam). Na plus zasługuje też ekspresowe wykonanie i wysyłka. Polecam Wam więc zakupy na tej stronie, tymbardziej że Dzień Ojca tuż tuż. :)


Copyright © 2016 I love dots , Blogger