Obserwatorzy

wtorek, 22 grudnia 2015

Grudniowy ShinyBox

Grudniowy ShinyBox
Grudniowy box od Shiny nosi tytuł "Where the magic happens" chociaż bardziej pasowałoby "Where's the magic?"
Miała tu się znaleźć magia świąt zapakowana w pudełeczko. Czy tak było? Zapraszam na post :)


 Mokosh - olejek do ciała pomarańcza z cynamonem (produkt pełnowymiarowy)
Limitowana edycja specjalnie dla Shiny - zapach miał przywołać dla nas świąteczny nastrój, reklamował pudełko już wcześniej. Zapach bardzo ładny - mam wrażenie, że się już z nim spotkałam.
Cena to 65 złotych za 100 ml (według mnie sporo :P raczej nie kupiłabym go za tą cenę )


Peeling Body Boom - limitowana edycja o zapachu cynamonu (miniatura 50g)
Markę znam ze słyszenia - jest dość popularna, obserwuję ich profil na Instagramie - wstawiają śliczne zdjęcia :). 
W opisie od Shiny pojawia się informacja, że jest to wersja stworzona specjalnie dla nich - coś tu jest nie tak :P Jest to
owszem edycja limitowana , ale jest dostępna również na stronie firmy. 
Na opakowaniu znajduje się również zniżka 15% ważna do 20.01.2016 :)

Produkt nie jest tak mocno świąteczny jak olejek ale zawsze :P
Cena produktu pełnowymiarowego to 65 złotych, tu mamy 1/4 wartą około 16 złotych.


Vianek - krem pod oczy (produkt pełnowymiarowy)
Mam wrażenie, że przeszliśmy od zimy do lata :) Opakowanie w błękitne kwiatki, a nawet nazwa firmy są dla mnie bardzo letnie. Duży plus za produkt przedpremierowy - jest to produkt Sylveco wchodzący do sprzedaży w styczniu (naturalne składy, ekologia itp. ;) ). Opakowanie z pompką - to lubię :)
Krem pod oczy jest dla mnie, niestety, jak balsam do ciała - zapominam o jego istnieniu. A mam do używania dwie sztuki :P
Cena to 22 złote za 15 ml kremu.


Oillan - ochronny krem wzmacniający naczynka (produkt pełnowymiarowy)
Z tego co czytam produkt dość kontrowersyjny :) Myślę, że łatwiej by się przyjął gdyby był to po prostu krem wzmacniający :P Aczkolwiek nie ma w nim nic świątecznego - chyba że podciągniemy go jako krem ochronny na zimę :)
Zastanawiam się czy go zatrzymać czy oddać mamie :)
Cena to 22 złote za 50 ml. Jeśli chodzi o opakowanie - mamy tu zwykłą tubkę.


Neauty Minerals - cień mineralny (produkt pełnowymiarowy)
Mój pierwszy kosmetyk mineralny. Trafił do mnie kolor brązowy matowy - ziemisty, trochę brudny (acorn cap). Miałam szczęście z kolorem - ostatnio używam głównie brązów, a może być ciekawą bazą do eksperymentów :)
Cena to około 15 złotych za 1 gram.


Ostatnim, najbardziej kontrowersyjnym produktem pełnowymiarowym jest pasta do zębów Signal. W pierwszej chwili myślałam, że to ta nowa pasta wybielająca promowana na wizażu :P. Ale to nie ta - nie ma ona chyba nic ciekawego ("najbardziej zaawansowana").
Oznaczona jako gratis, żebyśmy nie myślały że za nią płacimy. 
Podsumuję krotko - używam, nie zmarnuje się :P


W pudełku były także próbki (5 sztuk) kremów marki Bioliq i książeczka, gdzie możemy dowiedzieć się o nich więcej (fajnie :)). Próbki to kremy do cery trądzikowej i naczynkowej (blisko), dwa kremy 25+ (już niedługo w sumie) i jeden 35+ (zimno :P)


Podsumowanie pudełka: 
znalazły się tu produkty o wartości około 150 złotych, które można było kupić za złotych niecałe 50. Wiadomo - z pudełkami jest jak z wyprzedażą - kupuje się za pół ceny coś czego by się w życiu nie kupiło :P 
Zawartość pudełka nawet mi się spodobała (głównie olejek, peeling i krem pod oczy, którego pewnie za dużo nie użyję :P) ALE jeśli obiecujecie magię to ma być magia ! A tu magii zabrakło - było jej tylko ciut ciut :(

Za to dużo magii musiało zadziałać u Fancy - udało mi się wygrać cudowną nagrodę w jej świątecznym rozdaniu - dziękuję! :*** Wiadomo żadne ShinyBox'y nie mogą się równać z nagrodą wybieraną od serca :)

wtorek, 15 grudnia 2015

Nowe rozdanie - Love dots box

Nowe rozdanie - Love dots box
Zapraszam wszystkich serdecznie na rozdanie mojego jedynego, limitowanego pudełka "Love dots BOX" :) Zawartość będzie ujawniana stopniowo - na Facebooku (TU :)) publikować będę zagadki, w których za odgadnięcie przypada dodatkowy los :)
Pierwsza pojawiła się jeszcze przed opublikowaniem tego posta :) 
Podpowiem tylko, że znajdzie się tu kilka koreańskich kosmetyków :)

Aby wziąć udział w rozdaniu należy być publicznym obserwatorem bloga i udostępnić informację o rozdaniu oraz zgłosić się pod postem :) Łatwo można też zdobyć dodatkowe losy :) Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losową 24.01. 2016 roku :)

Schemat zgłoszenia:
1. Obserwuję jako:
2. Lubię na facebooku TAK/NIE
3. Udostępniłam (link) każde udostępnienie to szansa :)
   baner na blogu (link)

4. Dodałam do blogrolla TAK/ NIE

1. Organizatorem rozdania jest właściciel bloga  http://lovedots-lifestyle.blogspot.com/
2. Nie ma możliwości wymiany nagrody na ekwiwalent pieniężny.
3. Koszt wysyłki pokrywa organizator rozdania. Wysyłka tylko na terenie Polski.
4. Aby wziąć udział w rozdaniu należy być osoba pełnoletnią i spełnić powyższe zadania konkursowe.Jeżeli nie jesteś osobą pełnoletnią, ale masz zgodę rodzica/ opiekuna również możesz wziąć udział ;)
5. Rozdanie trwa od 15 grudnia do 23 stycznia 2016r. do 23:59, zgłoszenia wysyłane po terminie nie będą brane pod uwagę. 
6. Zwycięzca zostanie wybrany spośród poprawnych zgłoszeń. 
7. Wyniki rozdania zostaną ogłoszone na blogu w terminie do 7 dni od daty zakończenia przyjmowania zgłoszeń. 
8. Czekam na odpowiedź 3 dni w celu uzyskania danych do wysyłki. Jeśli nie dostanę odpowiedzi w terminie, losuję jeszcze raz. 
9. Nagroda nie podlega wymianie na żadną inną ani na jej równoważność pieniężną. 
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach. 
11. Zgłoszenie do rozdania jest równoznaczne z zapoznaniem się i zaakceptowaniem niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).  12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami)


[Edycja 17,01]
Pełna zawartość boxa:

 

1. BB Babyface Moisture marki It's skin
2. SKIN79 maseczka Golden Snail Oryginal
3. SKIN79 miniersja kremu BB Snail


4.  Kringle Candle - świeca zapachowa


5. Avon - lakier do paznokci złoty
6. Avon tusz do rzęs Supershock


7. Organique - puder do kąpieli grecki 
8. Organique - kula do kąpieli malina


9. Koszulka z namalowanym przeze mnie napisem, rozmiar M
 

niedziela, 13 grudnia 2015

Planeta Organica - balsam tybetański

Planeta Organica - balsam tybetański
Balsam tybetański - objętość i siła Planeta Organica

Moje włosy są cienkie i dość rzadkie więc na wszystkie produkty dodające objętości rzucam się jak stonka na ziemniaka :P No prawie :P Z reguły mało co działa zgodnie z obietnicą producenta :)

Balsam Planeta Organica zakupiłam w sklepie Skarby Syberii (link) - to nie pierwszy mój zakup i z całą pewnością nie ostatni :) Siostrzany balsam marokański powędrował w boxie mikołajkowym do Bibaby - jeśli nie widziałyście jeszcze co tam wrzuciłam możecie zobaczyć TU :)


Jeśli chodzi o opis producenta - TU - to odżywka ta działa na wszystko :) Wzmacnia włosy, ułatwia rozczesywanie, odżywia i przyśpiesza wzrost. Ma też działanie antybakteryjne :)
W składzie znajdują się naturalne produkty - olejki i wyciągi z mnóstwa ziół :) 

Skład (INCI): Aqua with infusions of Organic Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil ( organiczny olej z białego imbiru), Organic Helichrysum Arenarium Extract (organiczny ekstrakt z nieśmiertelnika ), Leontopodium Alpinum Flower/Extract (wyciąg z szarotki alpejskiej), Thermopsis Alpine Extract (ekstrakt z łubinnika górskiego),Origanum Majorana Leaf Extract (ekstrakt majeranku), Pimpinella Anisum (Anise) Seed Extract ( ekstrakt anyżu), Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract ( ekstrakt goździku), Crocus Sativus Flower Extract ( ekstrakt szafranu), Curcuma Longa Root Extract (ekstrakt kurkumy), Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract (ekstrakt nawłoci), Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum

Jak widzicie na zdjęciu - balsam zapakowany jest w brązowe opakowanie z pompką - praktyczne i łatwe w użyciu. Sam balsam wyglądem nie zachwyca - średnio gęsty, zgniłozielone koloru. Zapach typowo ziołowy :)
 Moje włosy ostatnio reagują zbijaniem się w "kołtun" prawie na każdy szampon. Myślałam, że bez silikonów się nie wygładzą... ale nie :) Tybetański balsam daje radę - już po chwili od nałożenia włosy są wygładzone i rozdzielone :) 
Po wyschnięciu włosy są gładkie, błyszczące i może nawet odrobinę grubsze, a na pewno wzmocnione :) Jeśli chodzi o objętość nie dostrzegam efektu po większości używek, znaczy odżywek :P 
Jestem zadowolona z efektu jaki daje tybetański balsam - myślę że zagości on u mnie na długo :) Być może dołączą do niego krewniacy :) 
 (normalnie "miszczostwo" painta :P)

Cena takiego balsamu to około 20 złotych za 280 ml - ale aktualnie jest on w promocji za niecałe 13 złotych (do końca lutego ).  W związku z promocją realizacja zamówień trwa dłużej, ale nie można ich potępiać za bycie rozchwytywanym prawda? :P Ja już planuję kolejne zakupy :)

sobota, 12 grudnia 2015

Panna Pompa AHA morning soap i wishlista :)

Panna Pompa AHA morning soap i wishlista :)
Chciałabym Wam dzisiaj przedstawić uroczą pannę Pandę :) Czyli poranne mydełko do twarzy Panna Pompa z kwasami AHA. Przybyła ona do mnie z Japonii z zakupami u Berdever :) 



Opis ze sklepu Berdever (klik) jest dość krótki, ale możemy się dowiedzieć, że:
  • ma ona pojemność 300 ml
  • nie zawiera olejów mineralnych, barwników i alkoholu
  • nie podrażnia oczu
  • polecana jest do stosowania rano - odświeża i przygotowuje cerę do dalszej pielęgnacji.
 
W internecie znalazłam na jej temat troszkę więcej :)
  • jest przeznaczona do każdego rodzaju cer - nawet wrażliwych
  • A jej skład jest bardzo prosty: water, potassium soap base, glycolic acid, potassium hydroxide.
  


Glycolic acid czyli kwasy AHA mają bardzo pozytywny wpływ na cerę:
  • pomagają pozbyć się trądziku i zaskórników,
  •  spłycają blizny,
  • usuwają przebarwienia,
  • nawilża,
  • wzmacnia skórę.
Oczywiście efekt ten jest zależny od stężenia kwasu, w którym go stosujemy - przy piance efekt będzie raczej delikatny :)

Piankę kupiłam na promocji -15%. Propmocje u Berdever są często, polecam obserwowanie fanpage na facebooku :) Tutaj mogliście poczytać co kupiłam :)

Opakowanie jest duże, na zdjęciach nie widać ale Panna Pompa do szczupłych nie należy :) Ceni za to sobie minimalizm - opakowanie jest białe, znajduje się na nim nazwa i łepek pandy :) Z tyłu zaś mamy bardzo dokładny (jak się domyślam) opis po japońsku - angielskiego na nim dużo nie ma :P
Może kiedyś do zakupów będą dołączane karteczki/naklejki na produkt z polskimi opisami? :)

Buteleczka jest wypełniona płynem , który po naciśnięciu pompki zmienia się w mięciutką piankę. Wydaje mi się, że przez to produkt jest bardzo wydajny - pianka powstaje z niewielkiej ilości płynu. 
Jedna pompka wystarcza na całą buzię - naprawdę :P Jak czasami się zapomnę to mam buzię puchatą od białej pianki :) Chwila masażu, spłukanie i... buzia jest czyściutka :) Czujemy że aż lśni czystością. Nie czujemy za to żadnego pieczenia, swędzenia czy też uczucia ściągnięcia. Pianka jest bezzapachowa - plus dla wrażliwców :)
Ja stosuję piankę rano i wieczorem w dni bez makijażu :) Do zmywania makijażu jej nie stosowałam - myślę, że bardziej sprawdziłaby się jako uzupełnienie olejkowego demakijażu :) 
Po dwóch tygodniach stosowania wydaje mi się, że produkcja serum jest mniejsza, rzadziej zdarzają mi się nieprzyjemne niespodzianki w postaci krostek, pory odrobinkę mniej widoczne. Moja buzia wydaje mi się troszeczkę jaśniejsza :)

Podsumowując jestem bardzo zadowolona z pianki Panna Pompa, pewnie kupię ponownie gdy się skończy (co pewnie zajmie dużo czasu :P).

Ciekawi mnie też różowa wersja - nie mówiłam ale ma ona siostrę bliźniaczkę :)  Pisała o nich Interendo (guru blogowe :)) TU :) Swoją drogą znowu zarzuciła wypasione rozdanie pełne azjatyków... (podejrzewam tu powiązanie Hello Kitty mafii z jakąś potężną yakuzą :P)

 A na zakończenie wrzucę moją Chciej-listę, czy też raczej listę zakupów u Berdever w bliżej nieokreślonej przyszłości :P W zasadzie mogłabym tu wrzucić cały sklep oprócz linii mocno anty-aging - link macie wyżej :P Ale wrzucę kilka perełek na które czaję się najbardziej :)

1. Kitakaty zielona herbata - trafiły do sprzedaży dzień lub dwa po moim zamówieniu :( Wszystkie inne słodycze też do mnie trafią, a co :P

2. Det Clear peeling w żelu - brat mojego peelingu w proszku, który bardzo lubię :)




3. Olejek - nie za bardzo wiem jaki, najlepiej wszystkie :P Ten nowy A-true mnie zaciekawił (głównie olejkiem z pomarańczy :P) BCL bo wyobrażam sobie jak pachnie jabłuszkiem :) O FANCL też słyszałam.. a w sklepie jest ich dużo więcej :P

 4. Koniecznie coś do włosów :P I na tym zakończę chociaż mogłabym sobie tu jeszcze marzyć o jakimś serum :)  Niestety na razie nie mogę złożyć zamówienia z powodu dużych wydatków, ale w styczniu.... :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Wyniki rozdania mikołajkowego

Wyniki rozdania mikołajkowego
Chciałabym nagrodzić wszystkich, dlatego cieszę się z małego zainteresowania konkursem - ułatwiło to moją decyzję :)
Nagrodę zdobywa Asian Girl From Sweet Recipee
 Sama chciałabym dostać taką ampułkę :) I gdybym mogła podarowałabym ją również Tobie :) Niestety na razie mogę pozwolić sobie tylko na taki box :)
Dziękuję za zaangażowanie :***
Zaraz na maila dostępnego na blogu :) 
Bloga Asian Girl From Sweet Recipee znam i polecam, akurat trwa tam świetne rozdanie - sama już się zgłosiłam :)

  rozdanie

Kolorowe boxowe Mikołajki z Hello Kitty

Kolorowe boxowe Mikołajki z Hello Kitty
Wrzucałam już zdjęcie tajemniczego, świątecznego boxa od Bibaby, ale dziś w Mikołajki chciałabym się podzielić jego zawartością :)
Całość była zapakowana w eleganckie, świąteczne pudełko z Mikołajem :)
A znalazły się w nim:
1. Ozdoby świąteczne, które musiały być wykonane przez Agnieszkę :) Urocze serduszko, gwiazdka i para rękawiczek z czerwonego filcu - powiesiłam je przy oknie i już wprowadzają świąteczny nastrój :)
2. Oczyszczający peeling  do twarzy Sylveco
To mój pierwszy produkt tej naturalnej marki, a peelingi i maseczki uwielbiam :)
3. Maseczka śluz ślimaka (Conny) 
widziałam maseczki tej firmy w Naturze, ale się nie skusiłam :) Wyprodukowana w Korei :)
4. Świeczka Kringle Candle First Snow 
nie miałam produktów tej firmy, na pewno wprowadzi do domu świąteczny nastrój tak jak wypełniła zapachem całe pudełeczko :)
5. Żel pod prysznic Yves Rocher - Zielona cytryna z Meksyku
Markę znam a zapachy cytrusowe to takie, które sama zawsze  wybieram :)  
6. Maska Kallos Blueberry - o maskach Kallosa pisałam tu, i wspomniałam że chciałabym wypróbować też Blueberry i Algae :)
Ja też chciałam spakować do pudełka Bibabie Kallosa ale ostatecznie trafił tam inny produkt do pielęgnacji włosów :)
7.Próbki, próbeczki - na prawdę mnóstwo ;) Najwięcej z Sylveco, Vichy, La Roche Posay :)






 Agnieszka włożyła w to pudełeczko serce (a oprócz tego także gwiazdkę i rękawiczki :) ) za co bardzo serdecznie jej dziękuję :*
Jeszcze nie publikowała na blogu co dostała ode mnie, mam nadzieję że podoba się jej choć troszkę :)
Bardzo dziękuję również Interendo za zorganizowanie tej wspaniałej akcji :*** (słynie ona z organizowania również szalonych rozdań , w jednym z nich nawet wygrałam :))

Mam nadzieję, że Mikołaj dziś nie zapomniał o moich czytelnikach :) A ja zaraz opublikuję wyniki konkursu Mikołajkowego :)

A to moje zdjęcie Bibaby, potwierdzające że pudełko do niej dotarło :)
Zdradzę wam, że to w czerwonym opakowaniu, które się nie zmieściło to Czekośliwka domowej produkcji - mam nadzieję, że posmakuje mimo, że Agnieszka za słodyczami nie przepada :)

poniedziałek, 30 listopada 2015

Zakupy u Ber de Ver - DET peeling enzymatyczny w proszku

Zakupy u Ber de Ver - DET peeling enzymatyczny w proszku

Może zauważyłyście na facebooku z dalekiej Japonii przyleciało do mnie zamówienie ze sklepu Ber de Ver. 
W moje chciwe łapki trafiło z pewnym opóźnieniem bo zamówiłam je na zły adres :) Swój co prawda, ale nie pod ten gdzie aktualnie przebywam :). Ale za gapowe się płaci :P

 Jeśli chodzi o zamówienie w sklepie jest szybko, łatwo i bezboleśnie ;) Z tego co może Was ciekawić - Cena przesyłki jest zależna od ilości a raczej masy produktów w koszyku i przelicza się automatycznie (około 20-40 złotych). Przesyłka dotarła po 6 dniach (w tym weekend) od nadania :)

O to co się w niej znalazło:
1. Pianka do mycia twarzy Panna Pompa 
2. Peeling enzymatyczny w proszku DET
3. 4 próbki marki A-true zapakowane w uroczą kopertkę <3
  Mógłby się tam również znaleźć kitkat o smaku zielonej herbaty ale nie były jeszcze dostępne w sklepie, gdy wysyłałam zamówienie.... :(


DET Clear Bright & Peel Fruit Enzyme Powder Wash

 Produktem jaki chciałabym opisać jako pierwszy jest peeling enzymatyczny w proszku.  To moje pierwsze spotkanie z taką formą kosmetyku do oczyszczania buzi :)
Opis ze strony Ber de Ver:
Peeling w postaci białego miałkiego pudru przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery. 
Bezinwazyjnie usuwa martwy naskórek pozostawiając skórę gładką i odświeżoną.
Jeden wariant zapachowy:
mix owoców. 
Peeling kosztuje 59 złotych za 75gram produktu - jest on jednak w formie lekkiego, więc jest go dość sporo :)

Opakowanie jest z solidnego plastiku, zaopatrzone w kolorową - owocową etykietkę, z opisem po japońsku. Co tam pisze mogę się tylko domyślać... :) Natomiast z opisu Ber de Ver i od Interendo (u niej przed zakupem wpadło mi w oko to cudo :)) wiem, że w jego składzie znajdują się enzymy papai i kwasy owocowe.



Pierwsze moje skojarzenie to oranżadka w proszku :) Forma pudru, owocowy zapach (mmm)... miałam wrażenie, że w kontakcie z wodą pojawią się bąbelki, których nie było. 
Na początku miałam problem z użyciem pudru - jak nasypać, żeby nie rozsypać, ile wody dolać itp :) (no dobra mam te problemy jeszcze i teraz :P). 
Po dodaniu wody puder z pudru robi się papka (jak przelejemy mleczko :P), która po nałożeniu na twarz zmienia się w delikatną piankę. 
Po spłukaniu buzia jest czyściutka i gładziutka jak u niemowlaka <3  Nie mogę przestać jej dotykać :)
Jest to idealny "podkład" pod dalszą pielęgnację - taka oczyszczona buzia świetnie chłonie nawilżacze jak kremy, sera i inne specyfiki (nie tylko azjatyckie :)).
Polecam go swoim znajomym :)


PS. Za ewentualne błędy i literówki przepraszam, trochę przysypiam pisząc ten post :)

niedziela, 22 listopada 2015

Skin 79 Dream Girls BB

Skin 79 Dream Girls BB
Od tygodnia miałam możliwość testowania kremu BB marki SKIN79 Dream Girls. Trafił on do mnie, dzięki wygranej w rozdaniu u Interendo za co jeszcze raz serdecznie dziękuję :)

 Kremik trafił do mnie zapakowany w bibułkę i przyozdobiony kokardką :)
Jest to kremik przeznaczony dla młodych dziewczyn w wieku 16-23 lat (z trudem mieszczę się w górnej granicy :P), do czego nawiązuje urocze opakowanie - delikatny fiolet w gwiazdki i księżyce :). Wykonane jest z miękkiego plastiku, zakrętka z solidniejszego, białego tworzywa. Tubka jest zabezpieczona, mamy pewność że nikt jej nie testował :)

W sklepie polskiego dystrybutora BB kosztuje 59 złotych za
43,5 gram.


Opis ze strony:
"Skin79 Dream Girls Beblesh Balm 43.5g. Wielofunkcyjny krem BB o ultralekkiej formule O/W. Emulsja O/W gwarantuje łatwość aplikacji, wyrównanie kolorytu, pełną kontrolę sebum oraz długotrwałą świeżość cery. Krem zawiera ekstrakt z papai, który utrzymuje miękkość i aksamitność skóry. Wysoka ochrona przed promieniowaniem UV - SPF30++"

Krem ma bardzo delikatną formułę - przypomina mi trochę płynny mus :). Jego kolor to jasny beż, tonacja podobna do innych kremów BB tej firmy.

Po nałożeniu kremik wtapia się w twarz i znika. I to dosłownie :P Nie zostaje po nim żaden ślad. Żadne krycie. Twarz wygląda jakby nie była tknięta makijażem :P
 Owszem mamy uczucie gładkiej i nawilżonej twarzy, zapewniamy jej ochronę przeciwsłoneczną ale... to nie miał być krem nawilżający :P
Żeby nie było - nie stawiałam mu jakiś wyjątkowo trudnych zadań :P Miał tylko wyrównać odrobinkę koloryt (minimalne zaczerwienienia) - niestety poległ :(
Efekt matujący - krem nie powoduje u mnie świecenia po kilku godzinach użytkowania, ale nie mam z tym większego problemu.

Krem jest przeznaczony głównie dla młodych osób - i tu mamy klopsik. Przecież nastolatki mają problemy z cerą - hormony robią swoje :P.  Wydajesz kieszonkowe na wymarzony "rozmarzony" BB a tu... krem nawilżający :P


Podsumowanie:

Ten BB byłby idealny dla posiadaczki idealnej cery :P Ewentualnie z minimalnym problemem z sebum albo potrzebującej nawilżenia. Minimalne nawet zmiany kolorytu są przeciwwskazaniem, co tu dopiero mówić o większych problemach skórnych. 

Nie kupię :( Konsystencja mnie zachwyciła, ale gdyby choć minimalne krycie.... :(

Podobno wersja Classic ma podobne właściwości ale dużo lepsze krycie. Podobno.

niedziela, 15 listopada 2015

Wyniki rozdania

Wyniki rozdania
Dziękuję wszystkim biorącym udział :)
W sumie do rozdania zgłosiło się 60 osób, przyznałam 110 losów "czerwonych" i 91 "różowych"


Nagrodę czerwoną wygrywa: Sabina eM

Zapewnił jej to los nr29


A nagroda "różowa" trafia do: Nika

 Zapewnił jej to los nr 60 :)

Proszę o zostawienia maila w komentarzu lub przez wiadomość na facebooku :) Macie czas do środy :)
Jeśli nikt się nie zgłosi w czwartek będę musiała losować jeszcze raz :)
jeśli ktoś ma wątpliwości lub chce poznać numer swoich mniej szczęśliwych losów śmiało piszcie :)
Zapraszam do nowego rozdania :)
Rozdanie


Copyright © 2016 I love dots , Blogger