Obserwatorzy

czwartek, 29 grudnia 2016

10 kroków nieskutecznej pielęgnacji

10 kroków nieskutecznej pielęgnacji

Gdybym miała posumować rok 2016 śmiało określiłabym go jako Rok koreańskiej pielęgnacji :) (Był to też rok małpy czyli podobno mój według chińskiego horoskopu :P)

Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam 10 kroków do brzydkiej cery :) Humorystyczne podejście do pielęgnacji - ale może znajdziesz coś co sama robisz? Możesz przyznać sobie punkt za każdy błąd - im mniej tym lepiej :P

Na postawie życiowych błędów i etapów koreańskiej pielęgnacji :) Część z nich nadal zdarza mi się popełnić :(

1. "Oczyszczanie cery nie jest najważniejsze! Nie wiem kto to wymyślił. Najważniejszy jest perfekcyjny makijaż - dobry kryjący podkład i nikt nie zauważy, że wyskoczyło mi coś tu i ówdzie. Czasami zdarza mi się nie zmyć makijażu przed snem po imprezie i jeszcze żyję" :P

2. "Demakijaż oczu - moim ulubionym mleczkiem metodą intensywnego tarcia."
Nie cierpię mleczek do demakijażu :P 

3. "Oczyszczanie twarzy - jednoetapowe. Nie będę używać oleju bo się będę świecić / zapychać / nie chce mi się. Do mycia twarzy najlepsza jest pianka - twarz po umyciu musi być napięta i skrzypiąca, wtedy czuję że jest czysta." 
"W sumie to nie chce mi się myć twarzy więc przemyję ją tylko płynem micelarnym - to takie cudo, nowinka - usuwa wszelki brud (jak Cif w łazience :P)"
Mycie twarzy olejkiem relaksuje :) Mówi to Wam osoba, której ze stresu wypadła ostatnio połowa włosów :P No ale pół się trzyma - to na pewno zasługa olejku xd

4. "Tonizowanie twarzy - oczywiście, że używam toniku. Znanej marki AntyPryszcz - ma super skład 99% alkohol denat, 1 % parfum. Na waciku gołym okiem widać że zanieczyszczenia zostają... a buzia po nim skrzypi, aż słychać" :)
Moim ostatnim odkryciem jest kwasowy tonik Cosrx :) Muszę się w końcu zabrać za jego recenzję

5. "Peeling - tak robię regularnie, ostatnio miesiąc temu. Mam taki fajny zdzieraczek"
Peeling w żadnej postaci nie jest zły... ale ze zdzierakami trzeba ostrożnie (zwłaszcza przy trądziku, cerze wrażliwej i naczynkowej), a moją miłością są peelingi enzymatyczne :)

6. "Maseczki - zdarza mi się robić."
Kocham <3

7. "Toner, esencja a co to k(otku) jest?"
Jeden z moich najczęściej omijanych kroków :P Moja cera preferuje minimalizm więc często skracam nawilżanie do 2-3 produktów

8.  "Krem? Nie potrzebuję mam tłustą cerę i będzie mi się po nim tylko świecić jak psu nosek".
"A owszem używam... skład? mineral oil, glycerin, parfum... to chyba dobrze?"
Każdą cerę trzeba nawilżać nawet tłustą, a jeśli się zapycha to nie jest to kwestia samego nawilżania ale czego używamy (mineral oil =parafina, gliceryna, silikony? :( )
Nie jestem fanatyczką składów, ale są rzeczy, których nawet ja unikam szerokim łukiem :P

9." Krem z filtrem? Używam na plaży. Ale tylko spf10 bo trzeba się opalić"
Jeszcze się nie przekonałam. Mój misiek z Misshy czeka i czeka....

10. "Dieta nie ma żadnego wpływu na twarz. Skąd taki pomysł?"
Kocham jeść <3 i te wszystkie słone i słodkie przekąski, mniam :) No i niestety odbija się to na mojej cerze i wadze :P

Jak Wasze wyniki? Ja daję sobie 2,5 na 10. Nie jest źle, ale efekty nieskutecznej pielęgnacji są widoczne w postaci zmian trądzikowych :(

Pochwalcie się wynikiem :) Kto ma 0? :)



środa, 21 grudnia 2016

Miodowe serum od Skinfood nie tylko dla łasuchów

Miodowe serum od Skinfood nie tylko dla łasuchów

Dzisiaj na wizażu znalazłam artykuł (klik) o 5 innowacyjnych składnikach kosmetyków, które mają podbić koreański rynek w 2017 roku :) Artykuł został napisany na podstawie przewidywań na blogu Charlotte Cho, autorki "Sekretów Urody Koreanek" (klik).

Jako 5 składnik wymieniony został Royal Honey czyli miód królewski. Od razu pomyślałam o moim serum marki Skinfood, które mam już od jakiegoś czasu :) (Wyprzedzam trendy :P)

Co to takiego jest? Pozwolę sobie zacytować wizaż.pl 
"Wszystkie dobrze znamy korzyści płynące ze stosowania kosmetyków z miodem, ale w tym wypadku chodzi ospecjalną odmianę tego składnika. Pod nazwą „royal honey” kryje się miód poddany 60-dniowemu procesowi fermentacji. Od „zwykłego” miodu odróżnia go mniejsza zawartość wody oraz znacznie większa ilość witamin i substancji odżywczych.  A to oznacza znacznie lepsze nawilżenie i odżywienie dla… skóry. Koreańskie marki już teraz coraz chętnie umieszczają w swoich produktach duże ilości tego składnika i wiele wskazuje na to, że ten trend widocznie rozwinie się w ciągu najbliższych miesięcy."

Ale moja z gruntu ciekawska natura kazała mi sprawdzić i w Polsce nie mamy czegoś takiego jak sfermentowany miód, który miałby być określany królewskim :P Ustawowo jest wręcz zakazane używanie w przemyśle miodu sfermentowanego :P Taka ciekawostka. Raczej chodzi tu o dojrzewanie miodu związane z jego odparowywaniem bez zmian fermentacyjnych :P


Serum kupiłam u właścicielki Kokosklepu, pani Agnieszki (którą pozdrawiam serdecznie jeśli to czyta :)), gdy sprzedawała kosmetyki wyłącznie na allegro :) Od tamtej pory nie widziałam tego serum w żadnym polskim sklepie.

Coś od producenta: "Bogate w miód serum dla pięknego blasku. Luksusowe royal honey serum zawierające ekstrakt Queen's Multi Nutri oraz ekstrakt BIO 60 z dojrzałego miodu zapewnia blask"

Moje przypuszcznie potwierdził skład - Queen's Multi Nutri kompleks to prawdopodobnie mleczko pszczele (royal jelly ) :P

Serum mam od wakacji :) Opakowanie - buteleczka z żółtego, solidnego plastiku z pompką jest ładne, praktyczne i jednoznacznie wskazuje, że mamy do czynienia z serią miodową :) Zawiera 50 ml produktu, czyli jest wielkości ponadprzeciętnej :)

Zgadnijcie jak pachnie? :P Tak, miodkiem :) Ale jest to zapach delikatny :)

Seria jest dedykowana do cery suchej, ja jako posiadaczka cery mieszanej jestem zadowolona - nawilża ją, ale nie zwiększa w żaden sposób przetłuszczania. Idealnie sprawdza się pod kremem, zarówno na dzień jak i na noc :)
Bardzo je lubię i chętnie wypróbuje inne produkty tej marki :) A Wy polecacie coś tej firmy? :)
(O maseczce z czarnym sezamem pisałam TU)



Skład: Water, Honey Extract, Dipropylene Glycol, Butylene Glycol, Glycerin, Methyl Gluceth-20, Royal Jelly Extract, Panthenol, Betaine, Beta-Glucan, Octyldodecyl Myristate, Honey, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Arginine, Diglycerin, Dimethicone, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Isohexadecane, Sodium Polyacrylate, Carbomer, Propolis Extract, Polysorbate 80, Hydrolyzed Viola Tricolor Extract, Sodium Hyaluronate, Disodium Edta, Sorbitan Oleate, Dextrin, Theobroma Cacao (Cocoa) Extract , Caprylic/Capric Triglyceride, Hydrogenated Lecithin, Glycerophosphocholine, Sucrose Laurate, Creatine, Mannitol, Natto Gum, Lysolecithin, Ceramide Np, Sodium Ascorbyl Phosphate, Royal Jelly, Hydrolyzed Royal Jelly Protein, Alcohol Denat., Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, 1,2-Hexanediol, Fragrance

wtorek, 6 grudnia 2016

Blogowe Mikołajki

Blogowe Mikołajki

W zeszłym roku po raz pierwszy brałam udział w Mikołajkowej wymianie paczek jako blogowy świeżaczek - od tego czasu wzięłam już udział w kilku wymianach i pewnie wezmę jeszcze w nich udział :P
Akcję organizowała Terii - Kolorowy Świat Terii pod patronatem Patrycji - Interendo :)
Moją parą była Ciekawska Magdalena, moja imienniczka :)  Muszę Wam powiedzieć, że uwielbiam robić prezenty :) Po świętach chciałabym zorganizować dwie paczuszki dla dwóch osób, które często wpadają na bloga a ja odwiedzam ich blogi :P Ale to na razie tajemnica :P

Czytając ankietę Magdaleny, odkryłam że oprócz imienia mamy wiele wspólnego :) Jesteśmy w podobnym wieku, kochamy azjatyki.... :)  Moja paczuszka dla niej prezentowała się tak: LINK :)

A co ja dostałam? Same cuda :*  Zapakowane w piękne różowe pudełko w choineczki :)




W swojej ankiecie napisałam, że uwielbiam azjatyki, produkty do włosów i maseczki :)
Babuszka Agafia:

  • szampon do wszystkich typów włosów świeżość i intensywny blask na 5 sokach - cytryniec chiński
  • balsam do włosów suchych i normalnych na 5 sokach - malina morszka
  • maska do włosów blask i elastyczność
Bardzo lubię rosyjskie kosmetyki do włosów, Babuszkę znam ale tych rzeczy jeszcze nie miałam :)


Fitocosmetics

  • biała glinka kosmetyczna, anapska
  • czerwona glinka marokańska



Kosmetyki azjatyckie

  • głęboko oczyszczający krem do mycia twarzy marki Imselene
  • maseczki do twarzy marki Dermal - z arbutyną, imbirem, mleczkiem pszczelim, płatki pod oczy
Nie znam tych marek, będzie testowanie :)

Czekolady Karmello - mleczna z bakaliami i biała z żurawiną <3 Nie pisałam Madzi, że jestem czekoladoholiczką ale chyba się domyśliła :P

Próbki, próbeczki :)

Dziękuję Magdaleno za cudowną paczuszkę a Wam dziewczyny za zorganizowanie akcji :*
Polecam wszystkim branie udziału :)

czwartek, 1 grudnia 2016

Moja lista życzeń

Moja lista życzeń
Przedstawiam Wam moją, w sumie jak na mnie dość skromną, listę życzeń :)
Kochany Mikołaju jeśli nie wiesz co mi podarować tu masz małą podpowiedź :*



Oczywiście azjatyki: 

  • Serum Klaris z witaminą C
  • Pianka Neogen
  • Balsam do demakijażu Heimish
  • BB Cushion Heimish
  • BB Cushion Klaris


Znalazły się tutaj dwa kremy BB, których naprawdę nie potrzebuję bo mam ich dużo :P I pianka, których mam zapas :P
Najbardziej potrzebuję olejku, bo mój dobija dna ale nie mogę się zdecydować na zakup :P
A serum z witaminą C po prostu muszę w końcu wypróbować :)

Wszystkie produkty z tej części możecie kupić w Kokosklep lub Juui :)


Kolejną częścią są produkty do włosów :)


  • wcierka Kaminomoto
  • suplementy Hairvity i Vitapil
  • zestaw do włosów Shiseido


Chcę mieć długie i gęste włosy, więc produkty te są mi bardzo potrzebne :P
Niestety nie umiem zmusić się do regularnego stosowania wcierek ale może niedługo uda mi się to zmienić? :P
(dla zainteresowanych ja kupiłabym Kaminomoto - Juui lub Berdever, Shiseido - Berdever, suple - apteki/internet)

To koniec mojej listy życzeń - prawda, że skromna? Miałam ochotę na limitowaną, świąteczną edycję Too Faced ale mi przeszło widząc jaki szał-pał był na stronie internetowej Sephora (no i nie wiem czy używałabym aż tylu kolorów :P).

Jestem bardzo ciekawa co znajduje się na waszych listach życzeń a może takich nie macie? 

poniedziałek, 28 listopada 2016

Carbonated Bubble Clay Mask

Carbonated Bubble Clay Mask

Elizavecca - Carbonated Bubble Clay Mask
czyli maseczka bąbelkująca :)
Elizavecca to marka z tego co wiem niedostępna w Polsce ale niektóre ich produkty można znaleźć w TKmaxie (dawno nie byłam, muszę się wybrać na "łowy" :P).
Twarzą marki jest urocza świnka :) Można ja znaleźć na wszystkich opakowaniach produktów marki - na tym korzysta z dobrodziejstw maseczki :)


Maseczka jest "hitem internetów" więc musiałam ją mieć :P Swój egzemplarz zakupiłam na Jolse.com w promocyjnej cenie ok. 8$.

"Woda gazowana + kolagen + zielona herbata + węgiel + glinka
Zawierająca sproszkowany węgiel nietypowa gazowana maseczka oczyszcza, złuszcza i odblokowuje pory. Pęcherzyki złuszczają martwy naskórek i podnoszą zatykające pory brud i sebum. Składniki odżywcze ożywiają skórę, zmiękczają i wygładzają ją dodając młodzieńczego blasku." 


Opakowanie - plastikowy, zakręcany słoiczek z wewnętrznym zabezpieczeniem i szpatułką do nakładania maseczki.


Maseczka ma postać gęstej pasty, lekko żelowej a po nałożeniu na twarz dzieje się magia :) Zamienia się w puszystą piankę musując na twarzy - bąbelkowanie może łaskotać :)  Na twarzy trzymamy ją 5 minut, po czym możemy dodatkowo wykonać masaż (pod bąbelkami zostaje bardziej stała maska) i odczekać kolejne 2 minuty.
Maseczka zmywa się dość ciężko (jak niezastygnięta glinka) dlatego ja wspomagam się silikonową szczoteczką :)
Buzia po zastosowaniu maseczki jest oczyszczona, świetlista i gładka, a pory wydają się odetkane :) Nie podrażnia mnie jak pewna bąbelkująca maska w płachcie dostępna na polskim rynku :P

Podsumowując bardzo ją polubiłam i zostanie ze mną na dłużej. Może przy następnych zakupach powinnam wziąć jedną do rozdania? :)

Na koniec chciałam Was jeszcze ostrzec przed podróbkami - nawet na polskim allegro widziałam jakieś dziwne chińskie maski  :(
Buziaczki - prosiaczki :*


niedziela, 27 listopada 2016

Mgiełka aloesowa Nature Republic

Mgiełka aloesowa Nature Republic

Mgiełka aloesowa trafiła do mnie dzięki Hello Asia (<3 relacja) jako prezent od Singashop :)

Singashop posiada w swoim logo uroczego lwa (Singa to po indonezyjsku lew :)) a w swojej ofercie między innymi takie marki jak Innisfree (marka której jestem bardzo  ciekawa bo słyszałam o niej dużo dobrego), Etude House, Secret Key, Tony Moly.
Osobiście nie robiłam zakupów na stronie internetowej, ale często tam wpadam obczajając promocje i planując zakupy  w lepszych czasach (na przykład jak już będę milionerką :P) 

Informacje o marce Nature Republic pozwolę sobie wkleić ze strony Singashopu :)


Opakowanie to zielona buteleczka z atomizerem zaopatrzona w dodatkową białą naklejkę z polskimi napisami:

"Mgiełka do ciała o właściwościach łagodzących z wysoką zawartością aloesu. Dzięki zawartym ekstraktom z nagietka lekarskiego i mięty niweluje podrażnienia chroniąc skórę przed uszkodzeniami. Jego lekka formuła szybko się wchłania pozostawiając miękką i aksamitnie gładką skórę."

Jestem fanką, żelu aloesowego - uwielbiam jego wszechstronność <3 ale przyznam się, że kombinowałam jak przerobić jego część na mgiełkę - głównie aby używać jej jako odżywki do włosów :) Nie musiałam tego robić bo trafiła do mnie mgiełka Nature Republic :) 

Jak może pamiętacie spotkanie Hello Asia odbywało się w Sopocie a mój planowany jednodniowy pobyt w Trójmieście przedłużył się prawie do tygodnia - udało mi się poopalać na plaży a mgiełkę aloesową zabrałam ze sobą :) Mgiełkę stosowałam wieczorem na moją (nieprzyzwyczajoną do słońca) skórę po opalaniu - nie miałam żadnych nieprzyjemnych konsekwencji, skóra nie zaczerwieniła się, nie piekła, została na swoim miejscu :P

Mgiełki używałam też jako toniku/mgiełki do twarzy - spryskiwałam nią twarz po umyciu a przed nawilżającymi etapami pielęgnacji, nawilżała buzię i przygotowywała do dalszego wchłaniania składników aktywnych. Zrezygnowałam ze względu na alkohol w składzie (niewielki co prawda procent ale zawsze) :(

Aktualnie używam do włosów, głównie przed olejowaniem, czasami jako odżywkę bez spłukiwania, na podrażniony skalp. Włosy są po niej nawilżone i miłe w dotyku :)

Skład (z Singashop):

Podsumowanie:
Aloes w sprayu ma równie wszechstronne zastosowanie jak aloes w żelu :) Uwielbiam to, że mogę go używać prawie do wszystkiego i wszędzie dobrze się sprawdza. Bardzo lubię też jego zapach.
Jedyne do  czego mogę się przyczepić to alkohol  w składzie, bez niego to naprawdę byłby to ideał :( 

A Wy? Też jesteście fankami aloesu? :*

poniedziałek, 21 listopada 2016

The Saem - Iceland Hydrating Eye Stick

The Saem - Iceland Hydrating Eye Stick

Kiedy zobaczyłam tego misia od razu go chciałam :) Jest przecież słodki, uroczy i kawaii :) Kwintesencja urody koreańskich kosmetyków :)

Nawilżający sztyft pod oczy Iceland zawierający islandzką wodę mineralną chłodzi i odświeża powieki. Jest to część moich zakupów poczynionych na Jolse.com (jestem zachwycona szybkością dostawy - 9 dni z Korei <3 Nie to co zamówienie z Aliexpress, które do mnie w ogóle nie dotarło :/).

O marce The Saem nie słyszałam wcześniej, próba znalezienia informacji w internecie zatrzymała się na koreańskiej stronie :P

Opakowanie - misiaczek oprócz tego, że jest przesłodki jest zrobiony z solidnego plastiku, w pięknych biało-niebieskich odcieniach.



W opakowaniu mamy biały sztyft (co może nie do końca kojarzyć się z produktem do oczu ale jest bardzo wygodne) o intensywnym lekko mentolowym zapachu (nie wiem z czym go skojarzyć, ale nie jest zły :P). 
Sztyft mocno chłodzi skórę (myślę, że przy opuchniętych powiekach sprawdziłby się super) i nawilża - zostawia lekki filtr, który po chwili się wchłania. Zauważyłam zmniejszenie się sińców pod oczami ale nie wiem ile w tym zasługi kremu a ile snu :P
Kremy pod oczy były produktami po które w swojej pielęgnacji sięgałam rzadko (a powinnam :P) bo niezbyt wierzę w ich działanie :P 
Tutaj "działanie" jest wyczuwalne - nie wnikam ile w tym chwytu marketingowego :P (jak balsamy wypalające cellulit żywym ogniem :P)

Jestem zachwycona produktem - misiaczkowe opakowanie zachęca mnie do używania, a dzięki efektowi chłodzenia mam wrażenie, że działa :P (na pewno lepiej niż  brak stosowania kremu pod oczy :P). Produkt wkradł się do mojego serca i zostanie w nim dopóki w oko nie wpadnie mi coś lepszego :P

poniedziałek, 14 listopada 2016

wyniki rozdania

wyniki rozdania
Dzisiaj szybko i na temat bo własnie rozkłada mnie choroba :(
Nagrodę  w rozdaniu urodzinowym zdobywa...........

...Blondlook :)

Gratuluję i proszę o kontakt na mail blog.ilovedots@gmail.com :)

piątek, 11 listopada 2016

Snail Recovery Gel od Mizon

Snail Recovery Gel od Mizon

Żel regenerujący od Mizon stosuję już dłuższy czas (stąd letnie zdjęcie a za oknem zima :P) a jeszcze o nim nie napisałam... Krem jest prezentem  ze spotkania HelloAsia (relacja) od Mizon Polska :)

Opis producenta: 
Lekkiale doskonale nawilżający żelowy krem z filtratem śluzu ślimaka. Zyskał sławę na całym świecie. Wspomaga walkę z bliznami orazniedoskonałościami skórnymi. Zwiększa homeostazę, odżywiawspiera naturalną barierę ochronną skóry i walkę z zmarszczkami. Oprócz filtratu z śluzu ślimaka zawiera adenozynę, peptydy, witaminy, ekstrakty roślinneIdealne rozwiązanie problematycznej skóry.


Żel ma pojemność 45 ml, opakowanie to plastikowa tubka. 



Bardzo polubiliśmy się ze ślimaczkiem - ma lekką formułę, szybko się wchłania i nie powoduje wzmożonego przetłuszczania. Dla mojej mieszanej cery jest świetny, dla suchych cer nawilżenie może być zbyt słabe. Działania przeciwzmarszczkowego nie zauważyłam (moje zmarszczki na czole od głupich min mają się dobrze i pozdrawiają :P).
Minusem jest wydajność - lekka formuła sprawia, że nakładam go więcej :PMyślę, że to opakowanie nie będzie ostatnim :)) Chętnie też przetestuję inne produkty z naprawdę bogatej ślimakowej serii Mizona. :)

Zostało jeszcze dwa dni do końca urodzinowo-azjatyckiego rozdania, do tej pory zgłosiło się 15 osób :)

rozdanie

poniedziałek, 7 listopada 2016

Pudełko albo psikus

Pudełko albo psikus

Z okazji Halloween (tego okropnego amerykańskiego święta), Nocy Duchów czy też naszych słowiańskich Dziadów w internecie zawrzało od promocji :P Jedną z nich rzucił Shiny Box - "Pudełko albo psikus" czyli kontynuacja ich wcześniejszej "Randki w ciemno".
Zabawa polega na zakupie jednego z 6 promocyjnych pudełek z wcześniejszych edycji za 29 złotych (plus koszty przesyłki ) - nie wiadomo jednak, które dostaniemy :P
Po kalkulacji , obczajeniu zawartości pudełek zamówiłam dwa - łącznie z przesyłką kosztowało mnie to 78 złotych.
Nie jestem subskrybentką, pudełka Shiny czy BeGlossy zamawiam raczej sporadycznie :) Więc nie martwiłam się, że coś mi się powtórzy :P  
W komentarzach królowały oczywiście "Chcę Naturalnie z pudełka" i "Byle nie urok", ale mi wszystkie wydawały się ciekawe :P  Domyślam tych najbardziej upragnionych, o największej wartości pudełek było najmniej w puli :P



Trafiły do mnie: Urok VI i październikowa edycja ThinkPink :) A tak prezentowała się cała ich zawartość:



Zacznijmy od Uroku - Halloween to też święto czarownic :P
VI, październikowa edycja pudełka Urok w subsrypcji kosztowała 39 złotych, wartość produktów to podobno 84 złote.



W pudełku znalazły się 4 kosmetyki (2 pełnowymiarowe) i 2 elementy niekosmetyczne - biżuteria. Całość nie prezentuje się zbyt okazale :P 
Na tytuł bohatera pudełka zasługuje z pewnością krem Miya - ciekawy produkt bogaty w olejki :) Suchy szampon nie jest czymś po co sięgam. Miniatura odżywki do paznokci przyda się (myślałam, że to produkt pełnowymiarowy i się dziwiłam jak za takie maleństwo można zapłacić 30 zł :P). Biżuteria - chciałam zobaczyć jak będę wyglądać w chokerze więc na plus, kolczyki - mam gdzieś identyczne ale ich nie noszę :P



ThinkPink to również najświeższa, październikowa edycja ShinyBoxa. Nazwa nawiązuje do Kampanii Różowej Wstążki i promuje profilaktykę przeciwnowotworową :)
W subskrypcji koszt pudełka z wysyłką to 49 złotych, wartość według SB to ok. 80 zł.

W pudełku znalazła się spora ilość produktów, dla mnie najciekawsze są puder do kąpieli Idunn naturals o zapachu zielonej herbaty (szkoda, że nie mam wanny :P) i olejek naturalny Vis Plantis.
Wiem, że wielu z Was nie podoba się dodatek produktów niekosmetycznych - dla mnie świeczka czy miniatura stanowią miły dodatek, jeśli nie są głównymi produktami boxa :P

Dla mnie niemiłą niespodzianką okazały się produkty Bell - nie mam nic przeciwko marce, która do drogich nie należy ale dawanie do pudełek testerów nie leży drogie Shiny w dobrym guście :( Chyba nikt nie chce, żeby znajomi myśleli że kradniemy testery z drogerii jak nikt nie patrzy? :P

Podsumowanie:
Osobiście wyceniłabym wartość obu pudełek na jakieś 100 złotych :P Było w nim kilka produktów, które będę używać, więc cena 68 złotych wydaje się za nie w porządku :P Potwierdziło to tylko moją niechęć do subskrypcji (nieopłacalne :P)

Przypominam o rozdaniu :) To już ostatni tydzień - ja sama nie mogę się doczekać by kogoś obdarować :)


piątek, 28 października 2016

Bomibox - koreańskie pudełko z Ameryki

Bomibox - koreańskie pudełko z Ameryki

Bomibox reklamuje się jako "8 pełnowymiarowych produktów koreańskich dostarczanych pod Twoje drzwi"
"Co dostaniesz:
- co miesiąc box 8 najlepszych pełnowymairowych produktów plus próbki
- kartkę "co i jak" po angielsku
- darmową wysyłkę do US i płatną do innych krajów ( :( )
- udział w rozdaniach
- darmowe członkostwo w BomiTribe
- 100 % satysfakcji"

Trafiłam na tą stronkę obczajając inne boxy z pudełkami, które nie przekonały mnie swoją ofertą. Może nie do końca - memeboxy mnie oczarowały ale nie wysyłają do Polski :(

Bomibox dopiero rozpoczynał swoją działalność i reklamował swoje pudełko :) Kusił, kusił aż się zdecydowałam. Koszt takiej zabawy to 37$ przy miesięcznej subskrypcji, do tego jeśli nie mieszamy w US dochodzi nam wysyłka do Polski 19$ (ała!).  Też macie wrażenie, płacąc za wysyłkę że nie płacicie za nic? :P Zawsze wolę kupić więcej, żeby za nią nie płacić :P

Dodatkowo na stronie znalazła się informacja, że "subskrybenci-założyciele" będą mieli premię :P

Zawartość mojego pudełka (bez 1 elementu, zawieruszył się)  prezentowała się tak:




Pudełka zostały wysłane z US (albo Kanady nie jestem pewna :P) 18 września. Moje trafiło do mnie około 10 października. Trafiło do domu, bo ja już zdążyłam wyjechać na studia :P
No cóż myślałam, że za taką cenę dostawa będzie ekspresowa :P W międzyczasie napisałam maila o numer śledzenia przesyłki - na zagraniczne przesyłki takiego numeru nie ma :-( 

Samo opakowanie mogłoby być lepiej wykonane, ale bibułka i pastelowa kartka były urocze :P


Co znalazło się w pudełku:

1. COSRX Pianka z kwasem salicylowym (11$)- kremowa pianka zawierająca kwas salicylowy i roślinne ekstrakty usuwa martwy naskórek i zaskórniki.
Ciekawy produkt, nie wiem czy nie za mocny dla mnie - zastanawiam się czy go zatrzymać :P

2. COSRX Aha/Bha tonik (16$) - naturalne kwasy aha i bha w  mineralnej wodzie poprawiają jędrność skóry i usuwają martwy naskórek, alantoina zapewnia skórze nawilżenie i gładkość.
Używam od kilku dni i chyba będzie hit :P

Swoją drogą w podpowiedziach (już po zamówieniu) dowiedziałam się, że w pudełku znajdzie się marka Cosrx. Stwierdziłam, że pewnie pianka ale wolałabym toner albo serum :P A w pudełku było i to, i to - miło :) 
COSRX jest dostępny wPolsce u Kokosklep i Juui :)

3. Innisfree Jeju krem do rąk (kwiat lotosu) (4,5$) - masło shea zapewnia super nawilżenie dla suchych rąk z pięknym kwiatowym zapachem. Bestseller.
Nie używam kremów do rąk :P To maleństwo zresztą jest takie śliczne, że szkoda by mi było go używać - trafiło do rozdania :)

4. COSRX Holy Moly maska ślimakowa (4$) - bogata w mucynę ślimaka i wodę z czerwonego imbiru zapewnia bogactwo odżywienia, nawilżenia i wspomaga elastyczność skóry.
Cóż mogę powiedzieć? Kocham maseczki <3

5. Laneige Sleeping Ball (hand ball) (4$?) - te nawilżające całonocne maseczki dadzą Ci miękką i nawilżoną skórę po przebudzeniu.
Ciekawostka, którą chętnie wypróbuję a normalnie w życiu bym jej nie kupiła :P

6. Mediheal Lightmax Ampoule Mask (4$) - ta soczysta celulozowa maska w słodkim opakowaniu jest naładowana składnikami nawilżającymi i rozjaśniającymi. Poczujesz się jak po nałożeniu butelki serum.
Wypróbowana - muszę powiedzieć, że szału nie było :P

7. Missha Line Edition krem przeciwsłoneczny - kultowy,  nie bez powodu najbardziej polecany wielofunkcyjny filtr przeciwsłoneczny.
Poprzednia próba zaprzyjaźnienia się z filtrami nie wypaliła, może z tym się uda :)

8. Heimish mini paletka do ust - ta mini paletka 5 kolorów będzie uroczym dodatkiem do twojej torebki i doda blasku twoim ustom na wieczorne wyjście.
Słodka, kolorki śliczne :)

BONUS: Etude House water tint + próbka COSRX 
Prawdziwy koreański tint, na szczęście nie pomarańczowy :) Jedna próbka to nie dużo :P


Podsumowanie:

W pudełku znalazły się produkty o wartości 63$, czyli dużo więcej niż zapłaciłam za pudełko nawet z tą drogą w ciul przesyłką :P Produkty są fajne, niektóre limitowane, może nie wszystkie trafiają w mój gust ale prawie :P
Dlaczego więcej nie zamówię?
Gdybym mieszkała w US i dostała tego boxa za 37$ byłabym zachwycona :P (najlepiej jakbym jeszcze zarabiała duże hajsy :P)  Ale jak zapłaciłam za to 20$ więcej ... nie jest źle :P Ale na co miesięczny wydatek to za dużo :P
Dodatkowo zdecydowałam się na moje pierwsze zamówienie z Jolse, tam mają darmową przesyłkę :PP

A Wy co myślicie? Warto zdecydować się na subskrypcję?


środa, 26 października 2016

skinfood - black sesame hot mask

skinfood - black sesame hot mask

Skinfood to koreańska marka znajdująca się na rynku od 1957r. Nazwa firmy związana jest z ideą jej powstania - wierzą oni, że żywność ma największy wpływ na naszą skórę. Jedzenie zawiera składniki odżywcze, witaminy i antyoksydanty, które stosować można także zewnętrznie.
W Polsce produkty marki możemy znaleźć: Singashop, Rubishop, Azjatycki Zakątek, Azjatyckie Kosmetyki.


Black Sesame Hot Mask czyli rozgrzewająca maska z czarnym sezamem :)
Szukając dzisiaj informacji o masce, okazało się, że aktualnie nie jest dostępna u polskich dystrybutorów.

Opis producenta:
 "Ta wysoce nawilżająca maska zapewnia głębokie oczyszczenie skóry z efektem rozgrzewającym palonej soli i granulowanego cukru. Nasiona czarnego sezamu działają odżywczo i pozostawiają skórę miękką i gładką"
Skład: PEG-400, SURCOSE, GLYCERIN, PEG-75, SESAMUMLNDICUM (SESAME) SEED POWDER, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, SODIUM CHLORIDE, GLYCINE, SOJA (SOYBEAN) OIL, POLYSORBATE 20, DIMETHICONE, HYDROGENATED COTTONSEED OIL, METHYLPARABEN, BUTHYLPARABEN, PARFUM 


Maska ma postać tłustego, czarnego glutka z drobinkami. Zapach jak nazwa wskazuje naprawdę sezamowy - nie bardzo mi się on podoba, ale można go znieść :P
 Nałożona na wilgotną twarz daje efekt lekkiego grzania. Po zmyciu twarzy buzia jest gładka i nawilżona, ale maska zostawia na niej tłusty filtr - nie lubię tego efektu, więc myję ponownie twarz :P Efekt nawilżenia utrzymuje się też po umyciu :)

Podsumowanie:
Maska jest całkiem przyjemna w użyciu, pomimo lekkiego smrodku :P Efekt rozgrzewający jest delikatny - nie podrażnia moich naczynek :) Stanowi odskocznię od ukochanych masek w płachcie :P
Ciekawi mnie maska jajeczna z tej serii :) Może ją znacie?

Przypominam o rozdaniu:


wtorek, 25 października 2016

Perfekcyjna cera w 3 krokach? Skin79

Perfekcyjna cera w 3 krokach? Skin79

Z góry przepraszam za te kiepskie zdjęcia :(
Dzięki akcji na fanpagu Skin79 (klik) dostałam do testu maseczkę (i dyskotekową torbę :P) - 3 step Shower Glow Brightening Mask :) Czyli 3 kroki mające zapewnić nam cerę lśniącą jak po prysznicu :)
Dobór słów wydaje się średni, bo taniej byłoby wziąć prysznic niż robić sobie maseczkę :P
W każdym razie mamy tutaj gotowy zestaw pozwalający na zorganizowanie sobie spa w domowym zaciszu :) Włączamy relaksującą muzykę, zapalamy świeczki i do dzieła :)


Peelingujący płatek 
Przypominający zwykły płatek kosmetyczny, nasączony enzymami, dzięki kieszonce na palce wygodny w użyciu :) Po przetarciu twarzy zostały na nim jakieś farfocle :P Buzia stała się miękka i gotowa na przyjęcie maseczki :)
Dla mnie peeling jest punktem obowiązkowym przed zrobieniem maseczki, ale taki zestaw to początek wyrabiania dobrych nawyków :P


Maseczka w płachcie
po 20 minutach w maseczce twarz była nawilżona, gładka i odżywiona :) Uwielbiam maseczki <3


Krem 
ciekawa konsystencja musu :) Krem rozjaśnia twarz a nawet ją trochę bieli :P Ten efekt nie każdemu może przypaść do gustu, ale widziałam że znalazł też swoje fanki, które pytały o krem  w wersji pełnowymiarowej :)



Podsumowanie: Czy maseczka daje efekt mlecznobiałej, wilgotnej i świecącej cery jak obiecuje producent? Zdecydowanie tak :) "Efekt prysznica"? Myślę, że skutki użycia maseczki są dużo lepsze dla naszej cery niż zwykły prysznic :P 
Do stosowania na co dzień nie przekonuje mnie cena ale przed wielkim wyjściem można trochę zaszaleć :P Zakwalifikowanie  maseczki jako bankietowej jak najbardziej pasuje :)


Przypominam o rozdaniu :) Niedługo wrzucę zdjęcie boxa :)

sobota, 15 października 2016

Pierwsze urodziny bloga

Pierwsze urodziny bloga

Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu stuknął nam roczek :P Ten czas minął bardzo szybko :)
Chciałam zrobić podsumowanie rocznej pracy, ale nie mogę się za to zabrać :P
Zacznę więc od jubileuszowego rozdania, bo trzeba przecież to uczcić :) Pierwsze urodziny blog ma tylko raz :P
Nagrodą będzie box z kosmetykami, głównie azjatyckimi.
Muszę go jeszcze dopracować, ale jest już prawie gotowy :P I powiem Wam, że ja taki box chciałabym wygrać :P

Ale żeby nie było tak łatwo, aby wziąć udział w konkursie należy spełnić dwa trudne zadania:
1. Być publicznym obserwatorem bloga
2. Złożyć życzenia urodzinowe pod postem :P
Aby zgarnąć dodatkowe szanse na wygraną, można polubić fanpage na facebooku, udostępnić informację o rozdaniu - będzie mi też bardzo miło :))
Osoby, które zgłoszą się przed ujawnieniem zawartości bloga zyskują ode mnie dodatkowy los gratis, a co :P

Wzór zgłoszenia:
1. Obserwuję jako:
2. Życzenia
3. Lubię na FB, insta
4. Udostępnienia

edit 25.10.2016 :)
Ujawniam zawartość tajemniczego boxa :)





W pudełku znajdują się:

  • pianka do mycia twarzy Missha edycja limitowana Friends
  • zestaw Missha Signature (bb, cienie do powiek, szminka, błyszczyk)
  • Lioele Sleeping Pack Water Drop (nawilżająca maska na noc)
  • Innisfree krem do rąk kwiat lotosu
  • Mizon maska nawilżająca
  • Skin79 maska rozjaśniająca
  • Missha Time rewolution zestaw miniatur
  • Avon Cherish - perfumetka i balsam o zapachu kwiatu wiśni



1. Organizatorem rozdania jest właściciel bloga  http://lovedots-lifestyle.blogspot.com/
2. Nie ma możliwości wymiany nagrody na ekwiwalent pieniężny.
3. Koszt wysyłki pokrywa organizator rozdania. Wysyłka tylko na terenie Polski.
4. Aby wziąć udział w rozdaniu należy być osoba pełnoletnią i spełnić powyższe zadania konkursowe.Jeżeli nie jesteś osobą pełnoletnią, ale masz zgodę rodzica/ opiekuna również możesz wziąć udział ;)
5. Rozdanie trwa od 14.10 do 13.11 2016r. do 23:59, zgłoszenia wysyłane po terminie nie będą brane pod uwagę. 
6. Zwycięzca zostanie wybrany spośród poprawnych zgłoszeń. 
7. Wyniki rozdania zostaną ogłoszone na blogu w terminie do 7 dni od daty zakończenia przyjmowania zgłoszeń. 
8. Czekam na odpowiedź 3 dni w celu uzyskania danych do wysyłki. Jeśli nie dostanę odpowiedzi w terminie, losuję jeszcze raz. 
9. Nagroda nie podlega wymianie na żadną inną ani na jej równoważność pieniężną. 
10. Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzenia zmian w regulaminie w wyjątkowych sytuacjach. 
11. Zgłoszenie do rozdania jest równoznaczne z zapoznaniem się i zaakceptowaniem niniejszego regulaminu oraz na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z Ustawą o Ochronie Danych Osobowych (Dz.U.Nr 133 pozycja 883).  12. Rozdanie nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami)

wtorek, 4 października 2016

Asian Box do potęgi trzeciej :)

Asian Box do potęgi trzeciej :)
Asian Box to efekt współpracy dwóch firm - My Asia i Azjatyckiego Zakątka. Trzecia edycja powstała jednak bez udziału Zakątka. Box w cenie 99 złotych można było zakupić tym razem wyłącznia na Myasia.pl 


Asian Box 3 czy raczej Asian Box do 3 trafił do mnie rano, gdy nie byłam jeszcze gotowa na jego odbiór :P Paczka odebrana z olejem na głowie, prawie że w piżamie zaskoczyła mnie swoją lekkością i kształtem - opakowanie okazało się płaskie :P Pomyślałam sobie, że będzie ubogo :P
Po odwinięciu czarnej folii ukazał się kartonik z naklejoną grafiką autorstwa Fancy - grafika moim zdaniem jest przepiękna :)
Przed zakupem wiadomo było, że w pudełku znajdzie się ampułka a wartość kosmetyków wyniesie ponad 200 złotych... nie przedłużając zawartość pudełka po otwarciu prezentowała się tak:


Znalazło się tu 4 produkty pełnowymiarowe i zestaw miniatur ;)


Obiecaną ampułką czyli serum okazała się Dr Ampoule Hyaluronic Acid
"Wysoko skoncentrowane, nawilżające serum z zawartością 20% kwasu hialuronowego firmy Lioele. Zwiększa jędrność i elastyczność skóry przeciwdziałając procesom starzenia się. Serum dzięki opatentowanym składnikom pozostawia cerę gładką, nawilżoną oraz odżywioną (54,95)" 

Podejrzewałam, że to będzie to serum chociaż po cichu liczyłam na nowości od Holika Holika One Solution :)


Baby Pet Magic Mask Panda - przyznaję się, że czaiłam się na te maseczki ale cena mnie odstraszała :P
"Rewitalizująca maseczka firmy Holika Holika na bawełnianej płachcie, która ma za zadanie nawilżyć oraz rozjaśnić naszą skórę. Główne zadanie polega na redukcji stref zaciemnienia pod oczami (redukuje tak zwany efekt pandy), odżywia skórę, przywraca jej naturalny blask oraz wygląd. (17,95)"
Cienie pod oczami to coś z czym mam problem, więc maseczka będzie miała pole do popisu :P


Water Drop Sleeping Pack
"Całonocna maseczka do twarzy w postaci lekkiego żelu firmy Lioele. Głęboko nawilża i regeneruje skórę nocą. Rano cera jest wypoczęta i zdrowo wyglądająca. (49,95)"
Miałam chyba próbkę tej maseczki i sprawdziła się dobrze :)


Jumbo Concealer
"Wykręcany korektor w kredce renomowanej marki Lioele o delikatnej kremowej konsystencji. Kryje niedoskonałości, przebarwienia skóry i cienie pod oczami. Posiada bardzo dobre właściwości kryjące. (42,95)"
Bałam się, że w pudełku będzie dużo produktów do makijażu, ale znalazł się tu tylko ten korektor. Akurat myślałam o zakupie czegoś na moje cienie pod oczami :) Korektor ma jasny kolor i jest go dość sporo (wykręca się) :)
Nie jest aktualnie dostępny w sklepie My Asia

Black Snail Care Kit to nie próbki, to zestaw miniatur :) Z doświadczenia wiem, że wstarczają one na bardzo długo :)
Pięknie zapakowane, sprawdziłyby się idealnie na prezent dla osoby rozpoczynającej swoją przygodę z kosmetykami koreańskimi.
"Zestaw 4 miniaturowych produktów z ekstraktem ze śluzu ślimaka (...) który przyśpiesza regenerację skóry, jej odbudowę i odnowę. Skóra goi się szybciej, a istniejące blizny, niedoskonałości i zmarszczki ulegają znacznej redukcji. (59,95)"
Mini Krem (18 ml) to ponad 1/3 pełnowymiarowego opakowania (50 ml) kosztującego 230 złotych. Toner i emulsja zawierają około 20% pełnych wersji, natomiast maska jest oczywiście pełnowymiarowa :)
Chciałam kiedyś kupić ten zestaw w sklepie internetowym, jednak nie był dostępny :( Cieszę się, że będę mogła go przetestować :)

Podsumowanie 
Wartość produktów, które znalazły się w boxie to aż 225,75 złotych. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że ceny w karcie nie są zawyżone (częsta praktyka :P) - one tyle kosztują :)
Bałam się, że w pudełku będzie dużo kolorówki - w poprzednich edycjach było jej sporo, ale znalazł się tu tylko korektor, idealnie wpisany w moje potrzeby :) 
Powiem Wam, że box w 200% trafił w mój gust - znalazły się w nim produkty, które chciałam wypróbować oraz mi nieznane, które chętnie wypróbuję :) Żadnego jeszcze nie miałam, zresztą typy produktów też pasują mi idealnie - w tym momencie mam zapas produktów do mycia twarzy i kremów BB, więc cieszyłam się, że żadnego tu nie ma :P
Daje mu :

A Wy co o nim sądzicie? :)
Copyright © 2016 I love dots , Blogger