Szukaj na tym blogu

sobota, 13 lutego 2016

Kilka słów o azjatyckiej pielęgnacji i recenzja książki "Sekrety urody Koreanek"

Azjatyckie kosmetyki podbijają Polskę :) W blogosferze huczy o produktach marek It'skin, Skin79 czy też może ciut mniej popularnej Misshy lub Mizon. Oczywiście nie można pominąć roli produktów japońskich, które nie ustępują swoim koreańskim odpowiednikom :) 

Jeśli nadal gubisz się w koreańskiej pielęgnacji zapraszam na krótką recenzję książki Charlotte Cho :) Premiera książki to 17 lutego, można ją jednak kupić wcześniej na stronie wydawnictwa Znak (i to w bardzo dobrej cenie :)).


Charlotte Cho autorka podręcznika "Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji" nie zawsze mogła się szczycić perfekcyjną cerą. Jako Koreanka wychowana w Kalifornii, wyrastała na plaży, przejmując nie zawsze dobre pielęgnacyjne nawyki Amerykanek. Gdy przyjechała do Korei, wraz ze swoją opalenizną i pasemkami przeżyła "pielęgnacyjny szok kulturowy" :).  Jednak nasza bohaterka dzielnie odnalazła się w skomplikowanych metodach pielęgnacji i wkrótce stała się ekspertką :) 

Pierwsza część książki opowiada nam historię Charlotte - jak trafiła do Korei, znalazła męża (wątek romantyczny :P), no i najważniejsze jak zregenerowała swoją cerę i odnalazła jej perfekcję :).  W następnych rozdziałach zapoznajemy się już z pielęgnacją: zaczynamy od podstaw, poznajemy poszczególne kosmetyki (i te których używa autorka), dowiadujemy się czym jest tajemniczy dziesięcioetapowy rytuał piękna :) Dowiadujemy się co oprócz pielęgnacji jest ważne, a na końcu dowiadujemy się co warto odwiedzić w Seulu (mam nadzieję, że się przyda - marzy mi się podróż po Azji w ramach podróży poślubnej... czyli nieprędko :P).

Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów :). Bardzo podoba mi się wydanie książki - pastelowa tonacja okładki i słodkie rysunki wewnątrz. Podoba mi się też treść książki. Do kogo jest skierowana?  Myślę, że będzie idealna dla zaczynających przygodę z azjatyckimi kosmetykami, dla średniozaawansowanych :) - na pewno znajdą chociaż drobne elementy, które pozwolą ulepszyć ich rytuał pielęgnacyjny :). Książka jest też idealnym prezentem dla przyjaciółki, siostry, mamy - każdej kobiety... bo przecież wszystkie chcemy mieć idealne buzie :)


Dla osób, które nie wiedzą nic o azjatyckich metodach pielęgnacji chciałabym je trochę przybliżyć w pytaniach i odpowiedziach :) Jeśli macie inne pytania - śmiało :) Dodam je i postaram się na nie odpowiedzieć :)
1. Jaka jest główna różnica między europejską a azjatycką pielęgnacją?
W Europie pielęgnacja traktowana jest po macoszemu - stawiamy na makijaż ukrywający niedoskonałości, natomiast ich zwalczanie udaje nam się słabo :(. W pielęgnacji królują, głównie kremy dopiero od niedawna rynek podbijają różnego rodzaju serum(y :P). Peelingi i maseczki są pomijane.
Spora różnica jest w jakości kosmetyków - dopiero po zastosowaniu azjatyckiej pianki odkryłam, że buzia może być czysta bez uczucia przesuszu i ściągnięcia. 
Trzecią różnicą są innowacyjne składniki, poza tym jest ich tam mnóstwo :) Naturalne wyciągi z roślin i substancje, które czasami nas szokują - wyciągi ze ślimaka czy gniazd jaskółczych.  A nasz rynek? Mam wrażenie, że słyszę tylko o tajnych peptydach X, zapobiegających starzeniu :P

2. Co z makijażem ?
Makijaż w Korei istnieje :) Na pierwszy plan stawia się naturalny wygląd z efektem glow - cera ma być naturalna i zdrowo promienieć :) Ten wszechobecny mat i skomplikowane konturowanie mi się przejadło :P  Podobno teraz nadchodzi nowy trend - używanie tylko rozświetlacza (też mi nowość :P) - ale czy nie pasuje Wam to to azjatyckich trendów? :P
Azjatyckie kremy BB (które nie są połączeniem kremu i podkładu jak te psudoBB u nas :P) , kryją ale też walczą z problemami cery - nawilżają, wspomagają regenerację (na przykład bebiki ze ślimakiem :))
Makijaż oczu stawia na ich powiększenie a ust na delikatne podkreślenie - słodkie tinty w różnych kolorach lub gradientowa szminka odświeżają wygląd :)

3. Czy muszę używać azjatyckich kosmetyków, żeby mieć perfekcyjną cerę? :(
Nie chodzi o to, żeby używać drogich, czy azjatyckich produktów - jeżeli będziesz przestrzegać zasad pielęgnacji (o których za chwilkę) można to osiągnąć bez dużych nakładów finansowych. Powinnaś natomiast stosować produkty dobre dla Ciebie - żel nie może Cię przesuszać albo pianka "szczypać". O uczuleniu nawet nie wspominam. :P

4. Czym jest ten azjatycki rytuał pielęgnacyjny? Czy musi mieć aż 10 etapów?!
Chciałabym to trochę uprościć - mam nadzieję, że nie przekombinuję :)
Ja podzieliłabym to na 3 etapy: 1. oczyszczanie 2. nawilżanie 3. ochrona.

1. Oczyszczanie - Azjatki stosują dwuetapowe oczyszczanie twarzy - olejkiem i żelem/pianką. Dzięki temu ich buzie są czyste i gotowe do pielęgnacji. 
(Chcesz zrobić to "po polsku"? Użyj najpierw żelu a potem pianki :) Uwaga - żele do mycie, pianki mogą nie być dostosowane do zmywania makijażu - najpierw należy się go pozbyć czymś silniejszym :)).
Ważne jest też regularne stosowanie peelingów, jak często zależy od Ciebie i twojej cery :) Ja proponuję 2-3 razy w tygodniu :). Rodzaj peelingu dopasuj do swojej cery - mechaniczne raczej nie nadają się dla cer wrażliwych i przy mocnym trądziku.
2.  Nawilżanie - Koreanki stosują bardzo dużo produktów do nawilżania:
* tonik = toner; ma on zwilżyć twarz co pozwala na lepsze wchłanianie substancji. Tu mamy różnicę kulturową - nasze toniki służą do oczyszczania i większość ma w sobie alkoholu więcej niż były prezydent w krwiobiegu :P Jeśli nie znajdziesz gotowego produktu to może hydrolaty roślinne albo tonik wykonany w domu :)

* emulsja - porównałabym ją do rzadkiego kremu
*ampułka, serum - nazwy stosowane zamiennie :) bogate w składniki, wystarczy kilka kropel na całą twarz

* żel-krem lub krem - azjatyckie kremy mają bogate formuły, stosowane są na końcu pielęgnacji :)
Produkty te nakładamy w kolejności od najmniej gęstego do najbardziej :)
Nie musisz stosować wszystkich etapów, ale jeśli kiedyś spróbujesz - czuć różnicę :)
Maseczki stosowane regularnie również mają duży udział w osiągnięciu idealnej cery. W Azji są maseczki w płachcie (mask sheet), maseczki na noc (night mask) i tradycyjne :). Na rodzimym rynku mamy coraz więcej ciekawych produktów tej kategorii :)
3. Ochrona przed szkodliwymi czynnikami takimi jak promieniowanie UV - etap najbardziej zaniedbywany przeze mnie. W Azji popularne jest stosowanie filtrów UV na co dzień, u nas tylko przy wysokim narażeniu na promieniowanie świetlne. Ich kremy świetnie wtapiają się w skórę i nie zostawiają tłustej warstwy... ja z takim w Polsce się nie spotkałam (Pewnie mnie na niego nie stać :P)

Niby skomplikowane a da się ogarnąć :) I dużo pokrywa się z naszą, tradycyjną pielęgnacją :)

Więcej o pielęgnacji azjatyckiej możecie się dowiedzieć z Elementarza Pielęgnacji, który serdecznie Wam polecam :*
Jeśli macie jakieś pytania piszcie śmiało - postaram się odpowiedzieć na wszystkie :)


Moim drugim zakupem z wydawnictwa była książka RLM o makijażu. Jesteście zainteresowane recenzją?

8 komentarzy:

  1. Brzmi zachęcająco, szczególnie że kosmetycznej wiedzy nigdy dość :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka z pewnością będzie moja! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O, mam już gotową recenzję tej książki ale brak odpowiedzi z wydawnictwa z kodem rabatowym dla czytelników :P Pokochałam ją za lekki styl <3

    http://sakurakotoo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. RLM przeczytałam od deski do deski, a na Sekrety mam właśnie chrapke

    OdpowiedzUsuń
  5. RLM przeczytałam od deski do deski, a na Sekrety mam właśnie chrapke

    OdpowiedzUsuń
  6. hehehe to jest coś dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama mogłabyś napisać taki podręcznik :)

      Usuń
  7. Obie książki lubię. Dzięki RLM kupiłam sobie pędzle. Ciekawe, co trafi do mnie dzięki tej drugiej. ;)

    OdpowiedzUsuń

end

end

Etykiety

Copyright © 2016 I love dots , Blogger