Obserwatorzy

niedziela, 27 maja 2018

Tangarynkowa maseczka - to brzmi pysznie! (Pureheal's Tangerine Bright Sleeping Mask)

Tangarynkowa maseczka - to brzmi pysznie! (Pureheal's Tangerine Bright Sleeping Mask)




Kiedy zobaczyłam kremową maseczkę na noc o zapachu mandarynki stwierdziłam, że to musi być świetny produkt :). Wyobraziłam sobie, że pachnie cudownie mandarynkowo-owocowo. 

Początkowo dość wysoka cena mnie odstraszyła, ale kiedy zobaczyłam ją na promocji od razu wylądowała w moim koszyku.

W maseczce główne składniki - ekstrakt z mandarynki, adenozyna i niacynamid - mają działanie rozjaśniające i ujędrniające. Towarzyszą im dwa oleje: słonecznikowy i ze słodkich migdałów.


Moim pierwszym rozczarowaniem był zapach - spodziewałam się czegoś słodkiego i świeżego, a niestety maska pachnie olejem; mandarynka nie jest wyczuwalna. 
Maska ma postać kremu, który wchłania się zostawiając lepką warstwę. Ze względu na dużą zawartość olei jest niestety dla mnie zbyt ciężka. Nie mogłam nakładać jej na noc, użyłam jej kilka razy jako maski do zmycia. Skóra była po niej nawilżona i lekko rozjaśniona.
Może u kogoś z suchą cerą sprawdziłaby się lepiej - dla mnie niestety okazała się rozczarowaniem. 

wtorek, 22 maja 2018

I warsztaty blogerskie Beauty by bloggers

I warsztaty blogerskie Beauty by bloggers

Tydzień temu miałam możliwość wziąć udział w warsztatach blogerskich Beauty by bloggers organizowanych przez Anię z bloga "Kolorowy kraj" przy udziale marek Paul Mitchell, Chiodo oraz Paese. To pierwsze tego typu wydarzenie, na którym byłam - muszę przyznać, że dużo się nauczyłam a przy tym była to naprawdę świetna zabawa. Mogłam poznać na żywo osoby, których blogi regularnie czytam. Chętnie wezmę udział w tego typu wydarzeniach w przyszłości :)




Spotkanie rozpoczęło się od warszatatu paznokciowego z marką Chiodo. Poznałam na nim dwie metody malowania wzorków - ombre z palemką (wakacyjny hit od paru sezonów) i akwarelowe kwiatki.




Pod (złym) wpływem warsztatów zdecydowałam się zmienić swoją  lampę do hybryd na mocniejszą i dokupić klika (no dobra kilkanaście) lakierów. Wróciłam na hybrydową stronę mocy :)




Kolejną marką było Paese - dziewczyny prezentowały szybkie triki makijażowe. W skrócie pokazały jak mając 15 sekund i wyłącznie szminkę wykonać pełny makijaż (no prawie :P). Mogłyśmy się też wyżyć artystycznie na facechartach - powiem Wam, że to nie jest takie łatwe jak wygląda :)



Na koniec z marką Paul Mitchell i "fryzjerem gwiazd"  Łukaszem Urbańskim uczyliśmy się szybkich i łatwych fryzur, nie tylko na lato. Potwierdziło się to, o czym dawno wiedziałam - jestem fryzjerskim beztalenciem :P.  Dziewczyny natomiast poodkrywały swoje ukryte talenty i na sali powstało wiele pięknych fryzur, a także kilka włosowych dzieł stworzonych przez mistrza. 

Do domu przywiozłam dużo dobrego humoru, wiele pomysłów i inspiracji ale też kilka upominków, które przedstawiam Wam poniżej:





sobota, 12 maja 2018

Majowy CHILLBOX

Majowy CHILLBOX

"To był maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym bzem"
Maj zaczął się niewiadomo kiedy, bzy zakwitły a do drzwi zapukał kurier z pudełkiem Chillbox. Czy z Marylą Rodowicz zaśpiewam "Oj głupia Ty"? :) 
Zawartość pudełka Chillbox ma nam zapewnić relax i chill. Razem z nią mamy urządzić sobie małe spa. 
A więc zaczynamy: 


Na początek parzymy sobie herbatkę Yogi Tea - Women's Energy i odpalamy buteleczkę ze światełkami led, która pomoże nam uzyskać relaksujący nastrój. Masz ochotę odpocząć? Od razu sięgnij po książkę (u mnie fantastyka "The witch hunter Łowczyni", ale do wyboru były też inne gatunki) i słodkiego batonika "Dobra kaloria"
A może jednak bierzemy się za intensywne dbanie o urodę i przechodzimy do domowego spa?


Zacznijmy od demakijażu - pomoże w tym olejek hydrofilny Femi. (To produkt, którym marka reklamowała pudełko z możliwością wyboru olejku lub kremu do rąk). Po umyciu twarzy bierzemy prysznic z odżywczym kremo-żelem pod prysznic o zapachu mango. Po odświeżeniu się nakładamy na twarz maseczkę żółtkową, chociaż ja planuję ją wykorzystać na włosy - myślę, że ten skład sprawdzi się do nich idealnie. 


W tym miesięcu Chill przypomniał nam, że czas zacząć sezon sandałkowy. Pogoda nas rozpieszcza więc czas zadbać o stopy. Dlatego do naszego spa dołączamy peeling do stóp i usunięcie zrogowaciałego naskórka pumeksem hammam. Przy okazji nakładamy krem do rąk i bawełniane rękawiczki z pudełka - dłoniom też należy się spa. 

Po całym rytuale spa, kiedy już jesteśmy piękne, możemy cieszyć się książką i herbatką. Jesteście wychillowane?

Muszę przyznać, że nie jestem fanką zabiegów dłoni i stóp, traktuję je raczej jak przykry obowiązek :P. Dlatego też moim wyborem stał się olejek do demakijażu. Niestety w pudełku znalazło się więcej produktów tego typu, więc pudełko nie do końca mnie zachwyciło. A Wam się podoba?

niedziela, 6 maja 2018

Swanicocco - naturalna emulsja nawilżająca

Swanicocco - naturalna emulsja nawilżająca

Wróciłam z Majóweczki i zasiadam do pisania. Ostatnio na blogu wiało pustką. Ku mojemu zaskoczeniu dostałam się na dwa blogowe wydarzenia - mam nadzieję, że spotkam kogoś z Was :).
Swanicoco to koreańska marka kosmetyków naturalnych obecna na rynku od 2005 roku. Przy produkcji sięgają po produkty fermentowane i organiczne składniki roślinne. 
Dziś chciałabym pokazać Wam mój pierwszy produkt tej marki, który trafił do mnie dzięki Patrycji - Interendo i jest to nawilżająca emulsja.


Extra Hydrating Waterfall to lekka emulsja nawadniająco-regenerująca. Baza emulsji opiera się na wyciągu z brunatnicy (algi). Ma poprawiać elastyczność skóry, działać łagodząco i przeciwpodrażeniowo.
Emulsja ma żelowo-kremową, lekką konsystencję. Wchłania się błyskawicznie, nie zostawiając lepkiej warstwy. Zostawia natomiast uczucie nawilżenia i ukojenia podrażnionej skóry. Dla bardzo suchej cery warto stosować ją razem z bogatszym kremem, dla mniej potrzebujących nawilżenia może zastąpić lekki krem. 
Opakowanie - solidne szkło z pompką wraz z minimalistyczną etykietą nawiązuje do wyższej półki cenowej - opakowanie kosztuje ok. 130 złotych a w cenie dostajemy 120 ml produktu.  Pewnie nie kupiłabym jej sama, ale jestem zadowolna, że trafiła do mnie - to naprawdę przyjemny produkt. :)

Skład: Undaria Pinnatifida Extract, Glycerin, Sea Water, Butylene Glycol, Glycereth-26, Mentha Piperita (Peppermint) Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, 1,2-Hexanediol, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Diheptyl Succinate, Capryloyl Glycerin/Sebacic Acid Copolymer, Octyldodecanol, Nelumbo Nucifera Root Powder, Panax Ginseng Root Extract, Polygonum Multiflorum Root Extract, Pueraria Lobata Root Extract, Carthamus Tinctorius (Safflower) Flower Extract, Rehmannia Chinensis Root Extract, Poria Cocos Extract, Zingiber Officinale (Ginger) Root Extract, Glycine Max (Soybean) Seed Extract, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Astragalus Membranaceus Root Extract, Citrus Unshiu Peel Extract, Paeonia Suffruticosa Root Extract, Schizandra Chinensis Fruit Extract, Angelica Gigas Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Bletia Hyacinthina Bulb Extract, Trichosanthes Kirilowii Root Extract, Prunus Armeniaca (Apricot) Fruit Extract, Lycium Chinense Fruit Extract, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Ceteareth-6 Olivate, Hydrogenated Lecithin, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Camellia Japonica Seed Oil, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Panthenol, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Allantoin, Carbomer, Arginine, Xanthan Gum, Hydroxyethylcellulose, Olibanum, Lavandula Hybrida Oil, Citrus Nobilis (Mandarin Orange) Peel Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil.


Copyright © 2016 I love dots , Blogger