Obserwatorzy

czwartek, 23 sierpnia 2018

Kosmetyki mineralne Lily Lolo - czy naturalny makijaż może olśnić?

Kosmetyki mineralne Lily Lolo - czy naturalny makijaż może olśnić?

Chciałabym dzisiaj opowiedzieć Wam trochę o kosmetykach mineralnych marki Lily Lolo. Pewnie widziałyście już je nieraz na blogach, ale jeśli nie, coś Wam o nich opowiem.  (Na youtube to by było "Tylko u mnie naprawdę szczera opinia" ;)).
Marka Lily Lolo to brytyjska marka kosmetyków. Powstała z miłości do natury, dlatego nie znajdziemy w nim szkodliwych składników takich jak parabeny, nanocząsteczki czy substancje zapachowe i barwniki. Marka rozwija się i wprowadza co raz to nowe produkty.


Pierwszym produktem jest już kultowy podkład mineralny SPF15. Producent obiecuje, że podkład zapewni nam naturalny efekt pięknje i promiennej cery, bez efektu maski. A wszystko to przy użyciu tylko kilku naturalnych składników. Brzmi to trochę jak abstrakcja w dzisiejszych czasach - firmy kosmetyczne przekrzykują się przecież w ilości "cudownych" składników.


Mój podkład to odcień Barely Buff. Jest to jasny podkład w neutralnej tonacji w kierunku żółtych tonów. Nakładam go za pomocą pędzla Kabuki - już pierwsza warstwa pozwala poprawić wygląd cery i "wygasić" zaczerwienienia na mojej buzi. 
Muszę przyznać, że bałam się pudrowej formuły podkładu. Moje obawy budził efekt maski i nadmiernej pudrowości. Formuła jest natomiast bardzo lekka i nic takiego nie występuje. Podkład nałożony na twarzy jest bardzo lekki i efekt nie różni się od "mokrych", teoretycznie lepiej wtapiających się podkładów.
Krycie określiłabym jako średnie - do większych zaczerwienień czy cieni pod oczami potrzebny jest korektor.


Pędzel super kabuki wykonany jest z miękkiego syntetycznego włosia. Nakładam nim podkład mineralny i puder utrwalający.  Jak nakładam podkład? Niewielką ilość podkładu sypię do nakrywki od podkładu, "wcieram" w pędzel, który następnie "odstukuję" nadmiar do wnętrza o blat toaletki. Taka niewielka ilość (jedno sypnięcie) wystarcza mi na całą twarz.  
Moja opinia? Nie wyobrażam sobie innego pędzle do nakładnia sypkich produktów. :)


Jedwabny puder sypki w odcieniu Transulent Silk, należy do grupy pudrów wykańczających makijaż.  Utrwala makijaż, a dzięki cząsteczkom rozpraszającym światło daje efekt rozświetlenia. Nigdy nie przepadałam za pudrem w makijażu - nie mam problemu z trwałością podkładów, za to nie przepadam za "grubymi warstwami" make up'u.  Puder sprawdza się u mnie na większych wyjściach - makijaż utrzymuje się dłużej, a cera wygląda promienniej. Pomimo moich obaw nie obciąża cery, efekt jest lekki i naturalny. 


Kolejnym produktem jest prasowany korektor w odcieniu pistachio. Korektor zakoczył mnie pudrową formułą i formą  przypominającą klasyczne cienie do powiek. Pozwala zmniejszyć widoczność moich naczynek.


Prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator to mój osobisty hit - czyż ten szampański kolor nie jest przepiękny? <3 Na twarzy zapewnia delikatny, naturalny, zdrowy blask, ale przy użyciu większej ilości na pewno pozwoliłby uzyskać efekt tafli. 


Chciałabym Wam przedstawić też kilka krótkich faktów przeplatanych opiniami o kosmetykach mineralnych marki LilyLolo :)

  • Wyłącznym dystrybutorem jest firma Costasy;
  • Podkład występuje w 18(!) odcieniach co pozwala lepiej znaleźć swój idealny odcień (obsługa jest bardzo miła i też pomaga w razie wątpliwości);
  • warto zwrócić uwagę na minimalistyczne, piękne opakowania, które są bardzo dobrze wykonane;
  • Naturalne składniki nie tylko nie zapychają cery, ale też pomagają goić się niedoskonałościom;
  • Oferta produktów jest bardzo szeroka i na pewno sięgnę po więcej kosmetyków marki;
  • Ceny są dość wysokie, ale kosmetyki są naprawde wydajne :)
Jestem ciekawa czy Wy miałyście już okazję poznać kosmetyki marki Lily Lolo, pokochałyście je a może wręcz przeciwnie? 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Hello Asia 3 - spotkanie blogerskie poświęcone azjatyckiej pielęgnacji

Hello Asia 3 - spotkanie blogerskie poświęcone azjatyckiej pielęgnacji

14 lipca 2018 r. po raz trzeci wzięłam udział w spotkaniu dla największych fanów koreańskiej pielęgnacji w Polsce. Jak w poprzednich latach event zorganizowała Patrycja z bloga Interendo.  
W tym roku spotkanie odbyło się w rodzinnym mieście Patrycji - Grudziądzu, w malowiczym spa Yasumi. Spa okazało się prawdziwą perełką - dopracowane do perfekcji, ma nawet uroczy ogródek w stylu japońskim, w którym można się zrelaksować. 



Ale po kolei :). Spotkanie zaczęło się od omówienia 10 kroków pielęgnacji koreańskiej. Patrycja przygotowała dla nas boxy zawierającymi pełne 10 kroków, oznakowanych dla pewności naklejkami z kolejnością. Nie były to przypadkowe produkty - wszystkie sama przetestowała, zna je i lubi. :) W pudełku znalazły się produkty zarówno koreańskie jak i japońskie, a główną sponsorką pudełka była sama Patrycja. 
(Niedługo na jej blogu będzie można wygrać podobny box, więc szybko wbijajcie na Interendo.pl).



Patrycja przygotowała też nam prelekcję na temat zielonej herbaty matcha i jej właściwości. Jest ona nietylko pysznym dodatkiem do deserów, ale też świetnym antyoksydantem, który możemy wykorzystać w kosmetyce. Przygotowaliśmy więc ekspresową maseczkę z aloesu i matchy, do których były specjalne pudełeczka z Hello Kitty.
Dowiedzieliśmy się jak wykonywać masaż twarzy i czego używać do tego. W prezencie dostaliśmy jadeitowe masażery - wałeczek i płytkę (guasha).



Yasumi zaprezentowała na nas swoje dwa zabiegi, nawiązujące do azjatyckiej tradycji piękna. Byłam "egzemplarzem pokazowym" więc mogę opowiedzieć Wam wszystko ze szczegółami. :) 
Przyznam się, że trochę mnie krępowało odsłanianie mojego cellulitu, ale nawet ciasto z wróżbą powiedziało "Zrób to na co od dawna masz ochotę". A ja marzyłam o relaksie w spa :)

"Sentaku" czyli zabieg herbaciany, rozpoczął się od filiżanki herbaty. Druga wylądowała w kąpieli dla moich krzywych stóp. Właściwy zabieg rozpoczął się od herbacianego peelingu, który wygładził skórę i przygotował ją do kolejnych etapów. Maska z 3 rodzajami herbaty działa detoksykująco, antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie a elektosauna przypominała mi leżenie pod ciepłą kołderką. Po zmyciu maski w moje ciałko został wmasowany nawilżający balsam. Czy zabieg zadziałał? Przyznaję, że z każdym kolejnym etapem moje ciało stawało się coraz gładsze i bardziej nawilżone. Niestety, tak mi się to spodobało, że będę musiała to powtarzać ;).
W tym czasie Ola (Heyitsalexk) miała przeprowadzany zabieg Shido, czyli ryżowe odżywienie. Składał się on z demakijażu, peelingu oraz maski algowej, a użyte produkty bazowały na ryżu.
Yasumi przygotował dla nas miłą niespodziankę - pudełeczka z ich produktami. Dziękujemy :)


Na zakończenie dnia zjedliśmy pyszny obiad w azjatyckim stylu. :)
Dziękuję wszystkich za dobrą zabawę, miło było Was spotkać :)
Szczególnie dziękuję oczywiście Patrycji, że uwzględniła mnie w liście na spotkanie :)
organizatorka Patrycja - Interendo
Inga - Black Liner
Kasia - My skin story
Monika - Candymona
Karolina - Biszkopcik86
Ola - Wroobela


A poniżej wrzucę jeszcze pocztówki z Grudziądza, który zwiedzałam następnego dnia:



Copyright © 2016 I love dots , Blogger