Obserwatorzy

sobota, 19 października 2019

Vichy Mineral 89 Booster

Vichy Mineral 89 Booster

Dzisiaj chciałabym pogadać z Wami o Boosterze nawilżającym od Vichy z serii Mineral89. Kosmetyk otrzymałam do testowania w ramach akcji z Streetcom, ale możecie liczyć na moją szczerą opinię ;)
Zacznijmy od tego czym ma być taki booster - to kosmetyk wyspecjalizowany we wzmacnianiu warstwy rogowej naskórka. Jest to najbardziej zewnętrzna warstwa skóry, które pełni funkcję ochronną. Podsumowując "booster" to serum, które dodatkowo poprawia funkcjonowanie naszej skóry pod kątem jej wzmocnienia.
Serum Vichy opiera się na wodzie termalnej. Wodę termalną Vichy możemy też spotkać jako oddzielny produkt, jakiś czas temu w świecie kosmetyków panowała moda na wody termalne, teraz to ucichło, ale są one wciąż dostępne na rynku. Zawierają one minerały, które mają pozytywnie odziaływać na skórę.
Drugim składnikiem aktywnym serum jest kwas hialuronowy o działaniu nawilżającym. W składzie nie znajduje się alkohol, substancje zapachowe czy oleje mineralne. Producent deklaruje jego hipoalergiczność.



Serum ma żelową konsystencję, wchłania się naprawdę szybko, nie pozostawiając tłustej warstwy. Nawilża całkiem nieźle, w mojej skali 8/10. Dla posiadaczek suchej skóry mogłoby jednak być za słaby, w wieczornej pielęgnacji również łączę go z czymś treściwszym. Nie wpływa negatywnie na makijaż, wpisuje się też w etapy azjatyckiej pielęgnacji.  Podsumowując jest to całkiem przyjemne serum, ale jestem bardzo ciekawa czy Wam też wpadłow oko :)

wtorek, 17 września 2019

Były sobie świnki trzy... Elizavecca

Były sobie świnki trzy... Elizavecca

Tak naprawdę to jedna świnka - gwiazda i "ryjek" koreańskiej marki Elizavecca. Występuje ona prawie na wszystkich kosmetykach marki, w różnych wydaniach. Najsłynniejszymi produktami, które "reklamuje" są kolagenowy krem i bąbelkująca maska do twarzy, o której mogliście już czytać kiedyś TU. Ale dzisiaj o czymś innym :).


Z kremami pod oczy tak mam, że chcę z nich korzystać, powinnam (spore cienie pod oczami), kupuję a potem tak leżą i sięgam po nie od czasu do czasu. Aż znowu przypomnę sobie że powinnam.
Kremik od Elizavecca ze świnką w pajęczynie(?)/maseczce w wersji luksusowej - ze złotem i wyciągiem z gniazd jaskółczych. Ten dość ekstrawagancki dla nas składnik, jest podobno bardzo bardzo bogaty w składniki odżywcze oraz działa przeciwzmarszczkowo.
Sam kremik ma dość lekką konsystencją i nienachalny zapach. Jego działanie określiłabym jako dobrze nawilżające, działania przeciwzmarszczkowego oraz rozjaśniającego nie zauważyłam, zwłaszcza przy moim nieregularnym stosowaniu.


Serum z tej samej serii ozdobione jest świnką, która ma na głowie gniazdo z ptaszkiem. To oczywiście nawiązanie do głównego składnika - wyciągu z gniazd jaskółczych. Oprócz niego w składzie znajduje się też EGF, czyli epidermalny czynnik wzrostu (naturalnie występująca w organizmie substancja odpowiadająca m.in. za gojenie naskórka, w kosmetykach wykorzystywana jest substancja pozyskiwana dzięki roślinom, na podstawie genomu ludziego EGF).


Serum z "piekielną" świnką czarownicą dedykowane jest do cer z rozszerzonymi porami, a jego głównym składnikiem jest kwas hialuronowy. Oprócz niego można tam znaleźć niacynamid, adenozynę, alantoinę, argininę.
Na uwagę zasługuje odmienne podejście do pielęgnacji - zwróććie uwagę, że na rozszerzone pory działamy nawilżeniem, a nie jak częto w europejskim stylu przesuszeniem. Należy pamiętać, że cera która ma rozszerzone pory i nadmiernie produkuje sebum to często cera przesuszona, która tak reaguje na brak nawilżenia i przesuszając ją (np. kosmetykami z alkoholem) tylko chwilowo tuszujemy problem i wpadamy w błędne koło. 
Serum oczywiście dzięki takiemu doborowi składników nadaje się do każdego rodzaju cery.

Oba rodzaje serum mają lekką, żelową konsystencję i ładnie nawilżają cerę. Używanie ich pozytywnie wpłynęło na moją cerę, jednakże nie widzę zbyt dużej różnicy między nimi. Nie są to "mocarze", które prasują zmarszczki i wygładzają pory po jednym użyciu, jednak  całkiem przyjemne nawilżacze, z niższej półki cenowej - zamawiając prostoz Korei możemy je mieć za niewiele ponad 30 zł, kupując w Polsce będziemy musieli zapłacić w okolicach 50 złotych (ale będziemy mieć je szybciej w swoich łapkach :)).


niedziela, 28 kwietnia 2019

Bielenda - Fresh juice esencja nawilżająca

Bielenda - Fresh juice esencja nawilżająca

Azjatycka pielęgnacja święci triumfy na naszym rynku od kilku już lat. Nic dziwnego, że nasze rodzime marki inspirują się i prześcigują się we wprowadzaniu "azjatyckopodobnych" produktów. Jedną z takich marek z pewnością jest Bielnda, która w ostatnim czasie wręcz zasypuje nas nowościami.

Przyznaję się bez bicia - jestem sceptycznie nastawiona na takie nowości. Zazwyczaj sprawdzam skład i kiedy widzę składniki, których moja cera nie lubi (silikony, oleje, parafinę) produkt wraca na półkę. Tym razem jednak produkt trafił do mojego koszyka. :)


Seria "Fresh juice" zawiera w swoim składzie wodę cytusową i soki owocowe z ananasa, limonki i pomarańczy. W linii znajdują się płyn micelarny, żel do mycia twarzy i hydroesencję.
Zdecydowałam się na hydroesencję pomarańczową, bo najlepiej wcelowała się w moją pielęgnację. 
Według producenta znalazła się w nim woda cytrusowa i sok z pomarańczy, a ze składników czynnych kwas hialuronowy i niacynamid. 
Esencja ma konsystencję płynnego żelu i przepięknie pachnie delikatną pomarańczą. Nałożona na twarz byskawicznie się wchłania, nie zostawia lepkiej warstwy. Delikatnie nawilża, jednak niewystarczająco aby stosować ją jako samodzielny produkt. Idealnie wpisuje się natomiast w koreańską pielęgnację, gdzie jako lekki "podkład" przygotowuje skórę do dalszych, bardziej treściwych produktów. Tak więc polecam ją jako jeden z etapów pielęgnacji. :) 
Cena: 20-30zł za 110 ml
Skład: Water, Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract, Niacinamide, Panthenol, Glycerin, Citrus Aurantium Dulcis, Lactobionic Acid, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Polysorbate20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Fragrance, Limonene, Linalool

niedziela, 27 stycznia 2019

Magiczna moc smoczej krwi - Rapan beauty

Magiczna moc smoczej krwi - Rapan beauty

Smocza krew nie kojarzy się z kosmetykami, raczej z książkami fantasy. Tymczasem możemy znaleźć ten tajemniczy składnik w kosmetykach marki Rapan - przy produkcji nie ucierpiał jednak żaden smok a kosmetyk jest w 100% wegański. Jak to? Smocza krew to nazwa żywicy drzewa Croton Lechleri. Jej lecznicze właściwości wykorzystywali już Indianie Ameryki Południowej. 
W składzie maseczki znajduje się też niebieska glinka syberyjska, olej ze słodkich migdałów i ekstrakt z cytryn Yuzu. Dzięki połączeniu tych składników maseczka ma działanie oczyszczające, rozjaśniające, nawilżające. Zapowiada się ciekawie, prawda? :)


Sama maseczka nie wygląda może zbyt zachęcająco. Wygląd i zapach błotka nie zachwyca. Przy nakładaniu na twarz wyczuwalne są peelingujące drobinki. Łącząc je z delikatnym masażem wspomagamy usuwanie martwego naskórka.
Po spłukaniu maski buzia jest oczyszczona, gładka i lekko napięta (pozytywnie). Bardzo podoba mi się ten efekt i z pewnością będę do niego wracać. Magiczne działanie smoczej krwi z pewnością się u mnie sprawdziło ;).


Tą recenzją chciałam sprawdzić, czy dam radę wrócić po dłuższej przerwie do blogowania. Dajcie znać czy tu jeszcze od czasu do czasu zaglądacie ;). 
Copyright © 2016 I love dots , Blogger